Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 0 Ilość ocen: 0

Czerwony Kapturek

Czerwony Kapturek idzie przez las wypatrując wilka,słyszy jakieś jęki
z krzaków, rozgarnia gałęzie i co widzi? Wilk zupelnie nieprzygotowany do konsumpcji, oczy przekrwione, sierść skudłacona, język sztywny jak kołek wisi z pyska (stan pewnie znany niektórym kolegom). Kapturek
z wyrzutem mówi:
- wilku w bajce jest inaczej, powinieneś mnie zjeść
wilk na to:
- Kapturek od....... się, trzy dni z Costnerem tańczyłem.

Czerwony Kapturek
  • Obecnie 0 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 0/5 (0)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Gwiazda TVN-u

Ewa od Cwikłów,
TVN-u gwiazda,
Choć błysnęła przez chwilkę,
Lecz to była jazda.

Gwiazda TVN-u
  • Obecnie 3,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,6/5 (13)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Ryby na zawołanie

Ocena: 4,78 Ilość ocen: 3Ocena: 4,78 Ilość ocen: 3Ocena: 4,78 Ilość ocen: 3Ocena: 4,78 Ilość ocen: 3Ocena: 4,78 Ilość ocen: 3Ocena: 4,78 Ilość ocen: 3
Ocena: 4,78 
Ilość ocen: 3 
 Ilość wyświetleń: 4263 
Komentarzy: 3 
ID: 47118 
Węzeł: 28284 

Mazury, wakacje, lata 80.
Tekst był publikowany w "Wiadomościach Wędkarskich"

Minął tydzień z naszego urlopu nad jeziorem, tydzień poświęcony poszukiwaniu szczupaków, nęceniu karpi i czatowaniu na węgorze. "Duża ryba - duże emocje, mała ryba - dużo roboty", to taka moja wędkarska dewiza. Nie przepadam za łowieniem drobnicy.
- Chyba kupimy u rybaka te ryby - śmieje się ze mnie ojciec. Rozumiem, konserwy z wołowiny mogą sprzykrzyć się w końcu każdemu. Cóż, trzeba będzie odstąpić od zasad...

Stanęliśmy łódką na górce przed wielką kępą zielska.

- Dorzucisz? - zapytałem żony.

Wypłynęliśmy we dwoje, z jedną lekką, pięciometrową wędką. Ustawienie łódki w odpowiedniej odległości było bardzo ważne: zbyt blisko - spłoszy się ostrożną rybę, zbyt daleko - nie dosięgnie podwodnych gąszczy, poza które wzdręga rzadko kiedy wychodzi, chyba że... jest zanęcona. Pod nogami w wiaderku moczył się suchy chleb.

Leciutki wiaterek marszczył wodę, spychał wyrzucone skórki wprost w wodorosty. Zachmurzone niebo wróżyło deszcz, lecz także i dobre brania. Pomyślałem: „Jeżeli już bawić się w łowienie drobnej ryby, to niech też to będzie z fasonem!”
Coś cmoknęło, coś poruszyło się w zielsku. Rzuciłem następną porcję chlebowej zanęty. Padła na skraj wodorostów częściowo tonąc, częściowo pływając po wierzchu. Woda wokół zawirowała, wzburzyła się.

- Rzucaj tam – powiedziałem.

Maleńki spławiczek ledwie co opadł na wodę, a już sunął, nabierał prędkości. Szarpnięcie i delikatna końcówka wygięła się mocno.

- Uważaj, nie puść jej w zielsko!

Ela zawraca sporą, półkilogramową chyba wzdręgę, ściąga ją z nęconego obszaru, przybliża do łódki. Robi to nieco za gwałtownie. Ryba szarpie się, chlapie, pieni wodę.

- Nie po wierzchu! Nie po wierzchu!!! Obniż końcówkę! – krzyczę.

Wzdręga zbliża się do podbieraka. Już ją mamy. Jest dorodna, szeroka, ciężka. Wielkie, złote łuski i ciemnoczerwone płetwy. Piękna. Wpuszczam ją do siatkowego sadzyka, a sadzyk umieszczam w wodzie, z drugiej burty oczywiście. Jest już początek! Płuczę ręce i sypię znów porcję zanęty. Ela już ciągnie następną, wzdręgę, taką samą. Trzecią w pośpiechu urywa.

To jest łowienie! Żadnego czekania na branie: ledwo spławik dotknie wody, już jedzie. Śmiało, ostro! Podcina się także pewnie, bez pudła. Wystarczy lekko tylko napiąć żyłkę i szarpnąć w przeciwnym niż ryba kierunku. Branie - zacięcie - hol - lądowanie. Jak w transie. Tworzymy dwuosobowy zespół z jedną wędką, całkowite zaprzeczenie opinii, że żony opłacają kartę wędkarską tylko po to, by mężowie mogli sobie łowić na cztery wędki. W tym przypadku jest akurat odwrotnie! To też i cały sekret powodzenia. Wzdręgi - ryby stadne - nauczyły się ostrzegać wzajemnie za pomocą... zapachów!

Złowiona ryba wydziela jakąś chemiczną informację pozostałym. Tego tylko trzeba, by ten zapach dostał się do przynęty!!!
Przynętę zakłada Ela. Lepi z chlebowego ciasta kulki wielkości czereśni. Tak, takie właśnie, żadne tam mniumnie okruszynki, i zakłada na haczyk, też wcale nie mikroskopijny. Ręce ma suche i - co najważniejsze - nie dotyka nimi ryby! To znów jest moja rola, schwytać holowaną wzdręgę podbierakiem, odczepić ją i przełożyć do sadzyka.

Za każdym razem płuczę potem ręce, ale przynęty nimi i tak nie dotykam! Przynęta - zwykłe chlebowe ciasto, po prostu ugnieciony z odrobiną wody miękisz chleba. Nic wyszukanego, żadnych sekretnych dodatków. Po co? Ryby biorą i tak!
Kolejna krasnopióra chlapie się po wierzchu. Jest znacznie większa od poprzedniczek, pewnie ma z siedemdziesiąt dekagramów.

- Spłoszysz wszystkie tym chlapaniem! Prowadź ją trochę głębiej!
- Łatwo ci mówić...
- Zobaczysz, że wszystko wypłoszysz!
- Lepiej znowu sypnij.

Skórki chleba padają z plaśnięciem na wodę. Kotłowanina, wiry na powierzchni. Skórka jedzie w głąb wodorostów. Dopadają ją tam pozostałe wzdręgi, rozszarpują na kawałki, wprost roznoszą w żarłocznych pyszczkach! Mimo woli przypominają mi w tej chwili piranie. Krasnopióry... Nad górką z krzykiem krąży mewa. Za chwilę jest już druga, trzecia. Zwołują się do darmowego jadła, pojawiają nie wiadomo skąd. Większe kawałki chleba wiatr zepchnął z łowiska, mewy czekają tylko, aż chleb oddali się nieco od łódki. Tam rozpoczną ucztę.

- Czy nie musimy już wracać na obiad? Mieliśmy wrócić za godzinę. Zobaczysz, będą się złościć!
- Jeszcze trochę, chcieli mieć ryby, no to niech mają! Od rybaka kupimy, niedoczekanie!!!
- Ciekawe, pewnie wcale nie wierzą, że coś złowimy.
- Zrobią fajne miny, jak zobaczą!
- Chleb już się kończy.
- Poczekaj, wyleję tę papkę z wiaderka.
- Patrz, całą łódkę zabrudziłeś!!!

Resztki zanęty wpadają do wody. Toną smużąc, ściągają ryby. Woda tam dosłownie gotuje się. Mimo wszystko wyjątkowo dziś są te wzdręgi żarłoczne. Może na zmianę pogody? Chyba rzeczywiście, bo słaby wiaterek ścichł prawie całkiem, a drobne krople deszczu znaczą powierzchnię jeziora małymi kółeczkami. Robi się mokro. Nawet tego nie zauważamy - wzdręgi pochłaniają nas całkowicie. Swoją drogą czy nie lepszy byłby dziś spinning? Jakby na potwierdzenie skraj zielska zafalował gwałtownie, białawe cielsko sporego szczupaka z głośnym pluskiem przewaliło się na powierzchni.

- Wystraszy nam wszystko! – martwi się Ela.
- Szkoda, że nie zabrałem spinningu...
- Słuchaj, musimy naprawdę już wracać.
- Jeszcze jedną.
- Przestały brać...
- Dobrze, zwiń wędkę, spływamy. Tylko trzymaj ją pionowo do góry.
- Nie zapomnij wyjąć sadzyka z wody!
- Też pomysł!!!

Sadzyk jest ciężki, z trudem przenoszę go ponad burtą. Kładę na podłodze. Plusk, chlupot. Wzdręgi trzepoczą się. Wszystkie szerokie, kolorowe, sztuka w sztukę: trzydzieści - czterdzieści dekagramów, wśród nich kilka większych, półkilogramowych i ta największa, pewnie ma ze trzy czwarte kilograma.

Przyjemny moment zaskoczenia. Piękny połów!
- Ta ja naprawdę aż tyle złowiłam??!
- Od rybaka kupimy... A kto teraz to wszystko oskrobie?!!

Mazury, 1984 r.

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

Czasem tak bywa, zwłaszcza przed burzą lub innym spadkiem cisnienia

Początek

Ciekawie kiedyś bywało

Początek

Primum non nocere

Gratulacje dla żony i z powodu żony!
Świetne opowiadanko. Aż się łezka w oku kręci! Gdzie dzis znajdziesz takie jezioro z takim stadem takich wzdręg?
To były czasy! Jak to dobrze,że mamy co wspominać!

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Pozycjonowanie stron staramy się wykonać rzetelnie. Przykładowo tę stronę: Wszywki tekstylne firmy zajmującej się nadrukiem np. kodów kreskowych na metkach, pozycjonujemy od dłuższego już czasu z sukcesem, na słowa i frazy kluczowe: metki odzieżowe, wszywki odzieżowe, etykiety samoprzylepne.

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).