Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 4 Ilość ocen: 20

Niezła reklama.....

Tak tez można zareklamować różne produkty.....
http://producten.hema.nl/

Niezła reklama.....
  • Obecnie 4 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,9/5 (20)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Na Romana - wspominkowo

Cisza jakas tu grobowa.
Jedza znikła. Fly sie schował.
Ja sam jeden na tym polu
Jak asinus asinorum
Chyba zeby sie pochwalic
Pisze to cum grano salis.
Kłótni wiła się tu rzeka.
Teraz ad calendas Graecas
Odłożona byc się zdaje.
Czyzby "mane, thekel, fares"?
A la guerre comme a la guerre..
Pustka cicha - marny żer.
Choc cum tacent, clamant
Cóż nam cisza powie sama?
Gdym do wojny szukał wiktu
Ech! Horribile dictu!
Patrze! O impos animi!
Fly ma disiaj imeniny!?
I wojenna ma potencja
Padła cum debita reverentia..
Miły spór da lana caprina
Choć się czasem pieni ślina.
Zyj wiec ad multos annos.
Życiu nie daj wodzić za nos.
Lux in tenebris niech Cie wiedzie.
Choc Robaki i tak w przedzie.
Obyś sie podobał niebu
Cum gais, boris et graniciebus.
I nie będzie referendum.
Nunc est bibendum!!

Na Romana
  • Obecnie 4 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,8/5 (6)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Trzy (z lamusa)

Ocena: 5,5 Ilość ocen: 2Ocena: 5,5 Ilość ocen: 2Ocena: 5,5 Ilość ocen: 2Ocena: 5,5 Ilość ocen: 2Ocena: 5,5 Ilość ocen: 2Ocena: 5,5 Ilość ocen: 2
Ocena: 5,5 
Ilość ocen: 2 
 Ilość wyświetleń: 3652 
Komentarzy: 2 
ID: 10481 
Węzeł: 8313 
Moje drugie ja

Kiedyś (ciutkę złośliwie) powiedziałem żonce, iż można wyróżnić u kobiet trzy etapy:

-więcej ciuchów niż kosmetyków

-więcej kosmetyków niż ciuchów

-więcej lekarstw niż.... reszty.

***

Bose stopy ślizgają się po pokrytej rosą trawie. Oczy zaklejone jeszcze snem ledwo widzą drogę. Omijam dużym łukiem kępę pokrzyw i włażę wprost w świeżutką "krowinę". Nic to. Kilka szurnięć nogą po mokrej trawie i biegnę nad rzekę. Ostrożnie schodzę po śliskim grzbiecie wału i przysiadam wprost na ziemi. Spodnie namiękają od razu, ale to nieistotne. Rozkładam na trawie bambusową wędkę wujka i niecierpliwie nadziewam na haczyk robaka wyciągniętego z pordzewiałej puszki. Wierci się jak diabli, ale wreszcie pokonuję "robala" i spławik z piórka ląduje w samym środku malutkiego zastoiska. Czekam. Słońce podnosi się coraz wyżej a wędka tkwi jak zaczarowana w jednym miejscu. Miejsce kropel rosy zajmują teraz koniki polne. Co raz któryś z nich ląduje na mojej koszuli. Podciągam lekko wędkę i odkładam ją znowu na trawę. Spławik podskakuje przez chwilę i nagle niknie pod wodą. Zacinam z rozmachem i śliczna płotka ląduje za moimi plecami. Kamień kończy jej żywot i zawisa na wierzbowej witce. Kolejny robak kusi po kilku chwilach następną. Grzebię palcami w puszce usiłując znaleźć coś poza zeschniętą ziemią. Chwila namysłu i już biegam po łące usiłując złapać "konika". Tym razem zarzucam w nurt. Piórko przytapia się lekko i podskakuje na wodzie, kiedy idę za nim brzegiem. Niedaleko, ot raptem 10 kroków i z powrotem. Raz, drugi, trzeci. Przytrzymanie i siedzi. Nawet nie zaciąłem.

Zaciskam w pięści wierzbowy pręt, na którym wiszą 3 płotki i dwa klenie. Trawa brzęczy w słońcu milionami owadów a ja dumny jak diabli idę do domu by odebrać obowiązkowy "opeer" od babci za upaprane spodnie.

***

Klnę w myśli Andrzeja za wybór "miejscówki". Już 40 minut dymamy obładowani jak wielbłądy. Stołeczki, wędziska, podpórki, plecak z "wyposażeniem" i wiadro z zanętą. Andrzej niesie jeszcze prowiant na cały dzień. Pomimo chłodnego poranka pot ścieka mi już po kolanach. Jeszcze jeden zakręt rzeki w wreszcie słyszę upragnione - to tu. Andrzej też ma dosyć. Sapiąc jak parowóz rzuca wszystko na trawę i zapala papierosa. Odpoczywać będziesz później - mówię i zaczynam szykować stanowisko. Kolejne minuty zamieniają bezładną graciarnię w podręcznikowo przygotowane stanowisko wędkarskie. Widok czterech "gruntówek" nastraja nas optymistycznie. Jeszcze tyko zanęta i otwieramy po "żywcu". Czekamy. Powoli się wypogadza. Leniwie dyskutujemy o życiu, o żonach ot tak, aby zabić czas. Nic nie bierze. Wyciągamy prowiant i wtedy Andrzej zrywa się jak antylopa i zacina niewielkiego jazgarza. Niby nic wielkiego, ale cieszymy się, że się zaczęło. Złudzenie - kolejne dwie godziny zaowocowały jednym, krąpikiem u mnie i kolejnym jazgarzem u Andrzeja. Przezbrajam jedną z wędek i jazgarz (już jako trupek) staje się przynętą na jakiegoś rekina. Zdesperowany Andrzej zwija jedną gruntówkę i rozkłada spławik. I gdzie te ryby? - pytam kpiąco. Odczep się - odpowiada bez złości - lepiej zajmij się wędkami. Idę na spacer wzdłuż brzegu zaglądając napotkanym wędkarzom do siatek. Bryndza. Siatki smętnie falują w wodzie a dwa niewielkie leszczyki to jedyny połów od rana na całym 100 metrowym odcinku. Wracam do wędek i Andrzeja. Nawet nic nie muszę mówić. Zwijamy się? - pyta.

***

Cichutko wstaję z łóżka. Ciemno jak diabli, ale łapię bezbłędnie kij i pudełeczko woblerków. Poruszam się jak Indianin na ścieżce wojennej, aby nie pobudzić domowników. Kurtka na plecy i zamykam za sobą drzwi. Syrenka alarmu pika dwa razy płosząc jakiegoś kota, który znalazł sobie nocleg pod samochodem. W radiu znowu wiadomości z Iraku. Nie słucham włączyłem je z przyzwyczajenia. Ulice puste jak wymiótł. Normalni ludzie śpią nadrabiając zaległości z całego tygodnia. Samochód połyka kilometry jakby ciesząc się jazdą bez "korków". Pół godziny i jestem nad Wisłą. Schodzę na główkę i siadam na betonie. Tuż obok dwóch "grunciarzy" kołysze się nad wędkami jak wyznawcy buddyzmu. Do "dwunastki" wiążę malutkiego salmiaka i zaczynam "czesać" wodę. Bawię się w puszczanie woblerka dobre pół godziny bardziej obserwując wszystko inne niż szczytówkę. Wdech, wydech, wdech, wydech. Jezuuuu!!! jak dobrze. Cisza, spokój. Ciche chlapanie nurtu na kamieniach, kaczka kwaknęła, o jest i czapla. Krótkie, ostre szarpnięcie wędki wyrywa mnie na chwilę z medytacji. Okoń, okonek właściwie szarpie się na żyłce usiłując odzyskać wolność. Spoko - zaraz Cię wypuszczę - mamroczę pod nosem podbierając rybkę otwartą dłonią. Wraca do wody i znika pospiesznie między kamieniami a ja wracam do ćwiczeń oddechowych.

Idę dalej. Oczy odpoczywają od papierzysk i komputerów. Kolejna główka i malutki jaź zawisa na wędce. Po co Ci to było? - pytam go w duchu wypuszczając. Przypalam papierosa zerkając na zegarek. Nieźle. Trzy godziny minęły jak chwilka. Zmieniam salmo na sieka, który za chwilę ląduje tuż przed miniaturowym przelewem. Podciągam lekko i w tym momencie kij wygina się łuk. Kołowrotek oddaje żyłkę a ja nie wiem jeszcze, co walczy na drugim końcu. Minuta może pięć minut i mam w ręku klenia. Klenia przez duże K. To największy, jakiego udało mi się kiedykolwiek złapać. Nie mam miarki ani aparatu, ale nie żałuję, kiedy go wypuszczam. Nie przyszedłem tu po ryby.

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

Pierwsza: jak godzisz ciężki chód "drugiego JA" z indiańskim skradaniem?
Druga: jak ktoś taki jak Ty może mieszkać w mieście?
Trzecia:...dlaczego ja tak nie umiem pisać? ((
"...jesteś lekiem na całe zło i nadzieją na przyszły rok..."
Pozdrawiam,
Waldek

Początek

Primum non nocere

Ładna rzecz, ładnie napisana...
Ale czy należy rozumieć, że mądrość i sukcesy dojrzałego spiningisty opisane w trzecim "męskim" akapicie osiąga się w trzecim etapie, kiedy to juz więcej lekarstw niż......

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Firma "Wszywka" zaprasza producentów odzieży oraz hurtownie dodatków krawieckich do współpracy, patrz: Metki i wszywki odzieżowe pragnie zinteresować swą ofertą metek i wszywek odzieżowych również osoby prywatne, zainteresowane niskimi nakładami.

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).