Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 3 Ilość ocen: 46

Wiek ryby

Jak poznać wiek ryby?
- Po oczach. Im oczy dalej od ogona, tym ryba starsza.

Wiek ryby
  • Obecnie 3 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,2/5 (46)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Niepoprawny krytyk

Czapku w czapce lub bez czapki.
Chyba masz na oczach klapki?
Ciągle coś Ci w poprzek leży.
Czas byś w siebie już uwierzył!

więcej...

Niepoprawny krytyk
  • Obecnie 3,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,6/5 (5)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Trzy dni urlopu 

Trzy dni urlopu

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 2667 
Komentarzy: 0 
ID: 47529 
Węzeł: 28555 

Zbliżał się zmierzch upalnego lata, a mnie pozostało jeszcze parę dni nie wykorzystanego urlopu. Decyzję podjąłem wyjątkowo szybko - urywam się z tego zasmrodzonego spalinami miasta i wyjeżdżam na Mazury.

Mieszka tam mój przyjaciel z lat dziecięcych, którego w późniejszym okresie los rzucił daleko od rodzinnego miasta.

Zmierzch nad jeziorem

Do tej pory negatywnie odpowiadałem na jego liczne zaproszenia wspólnego wędkowania w krainie Wielkich Jezior. Zawsze jakoś czasu brakowało albo po prostu nie chciało się tarabanić taki kawał drogi na parę godzin spędzonych nad wodą. Ale teraz jest jeszcze urlop – trzy dni relaksu – tylko „Ryby i przyjaciele”.

Piękno mazurskiej przyrody zachwyca i onieśmiela jednocześnie więc pierwszego dnia, z trudem powstrzymując się od „zamoczenia kija” poprosiłem
mojego przyjaciela Michała abyśmy trochę popływali łódką abym mógł nacieszyć oczy tą jedną z niewielu już oaz czystej natury.
Kryształowe powietrze, piękna zieleń nad granatową tonią – byłem prawie w ekstazie ale jak to zwykle bywa, zawsze znajdzie się coś co zakłóci sielankowy spokój.

Na leśnym nabrzeżu zobaczyłem trójkę młodych mężczyzn, którzy dostrzegłszy płynącą łódkę jakby się przez moment speszyli po czym jeden z nich lekceważąco machną ręką i wszyscy przepadli gdzieś w gęstwinie krzewów.
Pchany wrodzoną podejrzliwością poprosiłem Michała aby podpłyną bliżej brzegu, zrobił to ale odczułem u niego moment zawahania jakby się czegoś obawiał.

W chwilę potem dojrzałem przywiązaną do nabrzeżnego drzewa grubą żyłkę, była naprawdę gruba, opasała konar tuż nad ziemią i ginęła gdzieś w głębi jeziora.
- To byli kłusole!! – krzyknąłem do przyjaciela – płyń do samego brzegu.

Nie odczuwałem żadnego strachu, tego się nie czuje w momentach wściekłości, a do tego, nie byłem przecież sam.
Chwyciłem za żyłkę i wyciągnąłem z jeziora chyba ze dwadzieścia metrów. Na końcu było kilka haków z założonymi na nich rosówkami. Wyjąłem nóż i odciąłem żyłkę zostawiając ją całą w łodzi. (widziałem kiedyś jak pozostawiona w wodzie potrafi spętać ptakom nogi i w jakich męczarniach przychodzi im ginąć).

Rozglądałem się dokoła, po kłusownikach nawet śladu za to takich rybich pułapek poprzywiązywanych do drzew jeszcze około dziesięciu.
Wściekły jak diabeł pokropiony święconą wodą wyciągałem jedną żyłkę za drugą gdy zza pleców usłyszałem głos Michała.
- Przestań! Co robisz? – zapytał poirytowany.
- Jak to co? Ślepy jesteś?
- Mówię ci rzuć to z powrotem do wody i odpływamy. Ja ich znam oni nam tego nie darują.
- Mam to gdzieś. Jak wszyscy będziemy się bać to za parę lat będziemy mogli łowić tylko w stawach hodowlanych.
- Tak ale ty wyjedziesz, a ja tu zostaję. To mała mieścina zaledwie kilkanaście domów i wszyscy się tu znają.
- Nie poznaję cię – odpowiedziałem i dokończyłem pracę.

Nazajutrz, a właściwie prawie w południe (nie będę ukrywał, że po słono zakrapianej kolacji) wreszcie wyruszyłem na ryby. Michał bardzo się ociągał, nie chciał iść, tłumaczył się kacem. Skończyło się na tym, że poszedłem sam, a on miał dotrzeć popołudniu.
Sparaliżowało mnie to co zobaczyłem na brzegu jeziora, o łowieniu z łodzi musiałem zapomnieć. Dno drewnianej krypy było rozpłatane na dwie części, a woda w niej sięgała prawie na pół metra.

Sprawa była jasna, wiedziałem kto to zrobił.
- Co ja powiem Michałowi? – pomyślałem z chwilowymi wyrzutami sumienia ale spoglądając na spokojną taflę wody przemogłem się, że zmartwienia pozostawię na później, teraz wreszcie zarzucę wędkę. Wprawdzie nie z łódki lecz z brzegu ale woda przecież jest taka sama.
Nie doczekałem się jednak widoku tańczącego spławika. Tyle co rzuciłem zanętę, a odwiedzili mnie niespodziewani goście. Wyłonili się jak zmory zza krzaków, a jeden z nich trzymał w ręce siekierę – narzędzie i dowód zamordowania Michałowej krypy. Wiedziałem kim są, widziałem ich przecież poprzedniego dnia, teraz miałem wątpliwą przyjemność przyjrzeć im się z bliska.

Wychudzone, zaniedbane twarze z których emanowała złość połączona z pewnością siebie – obraz destrukcji człowieka.
- E..... paniczyk.....nie możesz sobie popływać co? – cynicznie wypluł z siebie właściciel siekiery.
- Właśnie – odpowiedziałem – a szkoda, bo zauważyłem, że na brzegu kręci się dużo robactwa.

Sam nie wiem jak mi to przeszło przez gardło, bałem się jak diabli. Uspokoiłem się dopiero kiedy natręt odłożył siekierę na bok, a sam usiadł na pobliskim kamieniu ( chyba tępol nie zrozumiał aluzji), pozostała dwójka stała trochę z boku.
- Tak się zdarza kiedy się niszczy cudzą własność – kontynuował temat wyniszczony człowieczek. – Z wody zabrane, wodzie oddane – śmiał się. (myślę, że chodziło mu o żyłki i o łódkę)

Nie czekałem na dalsze rozwinięcie tematu. Gwałtownie sięgnąłem po leżącą na ziemi, a nie dającą mi spokoju siekierę, którą uważałem za największe niebezpieczeństwo i cisnąłem ją daleko w jezioro. Głośny plusk i po chwili zapanowała głęboka cisza przerywana jedynie brzęczeniem nieświadomych owadów.
Nie trwało to jednak zbyt długo.

Zamroczony przez chwilę człowieczek nagle zerwał się na równe nogi i z przekleństwami na ustach ruszył w moją stronę.
- Co ty k...... sobie myślisz? Jak ci........

Nie dokończył zdania. Powiedzmy, że jego pędząca twarz napotkała na moją trochę kościstą i twardą pięść co w efekcie sprawiło, że napastnik wywinąwszy jeszcze w powietrzu kozła runął na ziemię jak nieżywy.
Niestety jego koledzy nie mieli zamiaru stać biernie. Drugi, podobnie jak jego poprzednik nie przebierając w słowach zbliżał się do mnie w wiadomym celu, a trzeci, co dostrzegłem kątem oka, szukał pomiędzy drzewami jakiejś podręcznej pały.

Kolejny atak też pewnie odparłbym zwycięsko (chociaż do dzisiaj została mi nad okiem mała pamiątka tamtego zdarzenia ) ale zobaczywszy jaki drąg miał za moment znaleźć się na mojej głowie – zamarłem.
- Zginę tu – pomyślałem – wykończą mnie.

Prawie pewny ciosu, który miał mnie lada moment dosięgnąć zamknąłem instynktownie oczy. Zamiast spodziewanego, przeraźliwego bólu usłyszałem jęk zawodu i odgłos uderzenia o ziemię drewnianej pały.

Na trawie

Powoli otworzyłem oczy. Nade mną stał Michał z szeroko otwartą, uśmiechniętą paszczą, a w ręce trzymał solidne wiosło ze swojej przedziurawionej krypy.
- Przyjechałeś się tu bić czy łowić ryby? – żartował, a ja rozglądałem się po leżących na ziemi niedawnych moich napastnikach.

Do dzisiaj wspominam jak zbierali się jęcząc i odgrażając Michałowi. Ten, wreszcie taki jakiego pamiętałem z dawnych lat, nie robiąc sobie nic z pogróżek jeszcze poczęstował ostatniego solidnym kopniakiem.
Dopiero następnego dnia, niestety ostatniego, mogliśmy w spokoju połowić ryby, a przyznam, że mieliśmy co robić.

Pogróżki kłusoli były tylko pusto brzmiącymi słowami, a ja po raz kolejny przekonałem się, że w prawdziwą przyjaźń, nawet po latach nie należy wątpić. Przyjaciel nawet pomimo strachu z konsekwencji jakie go mogą czekać zawsze stanie w obronie przyjaciela. Dziękuję ci Michale.

Fundamentem świata jest przyroda, a my wszyscy jesteśmy jej dziećmi. Nie pozwólmy jej zamordować przez wyrodnych braci.

DEBIUT II

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Open source ERP

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).