Lewe menu

Filtry

Komentarze

Humor»

Ocena: 4,5 Ilość ocen: 4

Dzięcioł

Na drzewie siedzi sobie mały wróbelek i miarowo uderza
w korę główką. Na gałęzi wyżej siedzą dwa dzięcioły.
Jeden widząc tą sytuację mówi do drugiego:
- Może jednak już mu powiemy, że jest adoptowany.

Dzięcioł
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,3/5 (4)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

litości !!!

Teraz to daliście ciała,

Ta reklama w tle to kiep,

Informatyk za ten bubel,

Winien dostać ostro w łep.

Zaćmę ma na oczach,

Odwalić taką tandetę,

Najlepiej niech sobie w domu,

Naklei taką tapetę.

Sekundy bym go nie trzymał,

Zanika w ten portal wiara,

Zróbcie coś z tym człowiekiem,

Kopniak to mała kara.

czapek

litości !!!
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,4/5 (7)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Wielka rzeka - czytanie rzeki 

Wielka rzeka - czytanie rzeki

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 11060 
Komentarzy: 0 
ID: 13862 
Węzeł: 10537 

Kiedy się jej słucha i stara usłyszeć, to potrafi o sobie opowiedzieć bardzo dużo. Rzeka miewa jednak humory - i ta duża, i ta niewielka - więc dni, kiedy jest otwarta i szczera, nie ma znowu tak wiele. Ale nawet wówczas, gdy rzeka zamyka się przed ludźmi, daje się odczytywać - wszystkim, którzy starają się zrozumieć jej język. Zrozumienie rzeki potrzebne było od tysiącleci. Szukano przecież brodów, dzięki którym przestawała być przeszkodą nie do pokonania. Spławiano z nurtem drewno i towary, do czego potrzebna była szczególna umiejętność czytania z jej wód. Łowiono w niej ryby, więc po zmarszczkach, zwarach, zawirowaniach na powierzchni trzeba było rozpoznawać miejsca, gdzie należało stawiać sieci - żaki, drygi i więcierze. Rozpoznawano też bezbłędnie śródrzeczne rynny czy rozległe płanie, nad którymi można było spławiać sieciowy płot.

Rzeka nie dawała się poznać jak jezioro, gdzie miesiące czy lata praktyki przynosiły wiedzę daną raz na zawsze, pozwalały poznać dołki, górki czy nawet trasy żerowiskowe ryb. Rzeka nie dawała luksusu zapamiętywania siebie na długo. Zawsze bywała zmienna, czasami wręcza szalona w tych zmianach. Krótkotrwały letni przybór znosił przykosy, lokował je w zupełnie innych miejscach. Spadek wody potrafił spowodować wypłukiwanie głębokich dołów w miejscach do tej pory ledwo zanurzonych pod powierzchnię. Wiosenne wezbrania i powodzie potrafiły rzekę zmienić do tego stopnia, że pierwsze tygodnie po zejściu lodów rybacy poświęcali na uczenie się jej od nowa. Ba, rzeka potrafiła wówczas całkowicie zmienić koryto, pozostawiając na boku kolejne starorzecze.

Elementarz

Rzekę najłatwiej czytać, gdy jej powierzchni nie zakłóca fala wywołana wiatrem. Rzadko zdarza się to w pełni dnia. Rzecznego abecadła warto się więc uczyć wczesnym rankiem i przed wieczorem, gdy wody nie marszczą podmuchy.
Właśnie wówczas, gdy na lustro nie wpływają "czynniki powierzchniowe", jak można nazwać wiatr, wszelkie zaburzenia - falki, wiry, zmarszczki, bełty, wiry, zwary, warkocze - są wiernym odwzorowaniem rzecznego dna. Wyraźnie widać, jak nurt zwalnia nad głębiami (plosami) i jak przyśpiesza nad płyciznami.
Widać, jak się marszczy nad piaszczystą mielizną - powierzchnia rzeki niczym kopiarka odwzorowuje mikromuldki, sfalowania, jakie tworzą się na przykosie. Łatwo znaleźć żwirowate wypłycenia - nad nimi nie będzie, jak nad piaskiem, regularnej falki, lecz jedynie "zmatowienie" wodnego lustra, tu i ówdzie zakłócone wyraźnym zwarem, zaburzeniem spowodowanym przez wypłukany ze żwiru otoczak czy głaz.
W bezwietrzny poranek czy w cichy wieczór rzeka zamelduje chcącemu słuchać wędkarzowi, gdzie w jej nurcie skryła się kamienista rafa, gdzie nurt wyżłobił głęboką rynnę, gdzie odkrył iłowe płyty i zbrylenia. Pokaże stare, pozrywane i przykryte umocnienia - wszystkie opaski, tamki, główki i materace. Ujawni też naturalne przelewy i przemiały. Czyli zdradzi uważnemu obserwatorowi wszystkie miejsca, w których lubi przebywać ryba.

Równe odcinki

Każda rzeka od chwili, gdy przestaje być strumieniem, miewa w swym biegu dłuższe lub krótsze, szersze czy węższe odcinki, na których równomiernie toczy swoje wody. Na niewielkich rzeczkach miejsca takie są najczęściej tzw. strefą pustej wody, na której z rzadka i przypadkiem daje się złowić jakąkolwiek rybę. Ryby nie przepadają za miejscami odsłoniętymi, a dno na równych odcinkach bywa zazwyczaj równe niczym blat stołu. Na małych rzekach wody nad blatem niewiele - od 3/4 m do metra - więc ryby jedynie przez takie miejsca przepływają podczas swych żerowych wędrówek. Na rzekach nieco większych, gdy nad równym dnem przelewa się metr, półtora metra wody, lubią ustawiać się na takich odcinkach stadne ryby, nie stroniące od dość silnego nurtu. Nad dnem stają więc stadka niewielkich klonków, czekające na niesione nurtem kąski, pod prąd zmierzają świnki, nad kamienistymi płaniami ustawiają się brzanki i brzany. W nieco głębszych, a więc spowolnionych partiach równych odcinków można natrafić na ławicę cert.
Na dużych rzekach nad równymi odcinkami przelewa się niekiedy nawet 2,5 m wody. Prąd tu na ogół nie rwie zbyt szybko, dlatego wędka ustawiona w takich miejscach przynosi zdobycz w postaci leszczy, krąpi, rzecznych karpi.

W dużej rzece trudno jest znaleźć równy odcinek, który nie byłby zaburzony przez wymyty z dna głaz, iłową czy gliniastą bryłę, zatopiony pniak. Wówczas na dość gładkiej lub lekko zmarszczonej powierzchni rzeki tworzy się tak zwany zwar, który bąblowato zaburza wodne lustro. Niekiedy zwary bywają większe, bardziej rozległe. Nurt łamie się, tworzy mikrocofki, przyśpiesza, łamie się, przystaje na moment. To znak, że na równym odcinku znalazła się niewielka rafka, kilka wielkich głazów lub płyta iłowa czy szereg gliniastych muld.
To informacje bezcenne przede wszystkim dla rzecznych spinningistów. Przed takimi miejscami oraz w cieniach nurtowych za nimi często na zdobycz czekają sandacze, szczupaki, czasem bolenie czy sumy, a niemal zawsze - grube klenie oraz najgrubsze jazie.
Na rzekach krainy pstrąga, lipienia i troci, a także w kraju głowacicy, na równych odcinkach można złowić grubą sztukę. Najchętniej w pobliżu głazów leżących na równym odcinku rzeki lubi przebywać potężny tęczak lub odpoczywać głowatka.
Generalnie jednak równe odcinki należą do łowisk trudnych, niezbyt zasobnych w ryby. Jeżeli woda płynąca nad takim odcinkiem gładka jest i wolna od zwarów, lepiej ten fragment rzeki ominąć i łowić gdzie indziej. Jeśli jednak na wodnej gładzi można ujrzeć zwar ukazujący podwodną przeszkodę, to takie miejsca warto obłowić bardzo starannie. Właśnie tam lubią pojedyńczo przebywać największe ryby, najczęściej drapieżniki lub białoryb nie stroniący od mięsnej diety.
Natomiast jeżeli na równym i głębszym odcinku odkłada się na dnie cienka nawet warstwa mułu, to warto tam postawić "pikerek", gruntówkę czy oddać się przepływance i czekać na stado leszczy.

Bełty i głazowiska

Na wielkich rzekach to rzadkość, aczkolwiek i na nich można spotkać niekiedy fragmenty przypominające olimpijski tor dla górskiego kajakarstwa. Charakterystyczne dla dużych rzek górskich i niektórych rzek Pogórza są odcinki wysłane ogromnymi kamieniami, skalnymi obrywami. Szczególnie w przewężeniach koryt zdarzają się miejsca sprawiające straszliwe, choć wielce widowiskowe wrażenie. Woda rwie tutaj bardzo szybko, lecz głazy i skały nie dają jej swobody. Nurt rozrywany jest na wiele części, wstrzymywany, zawracany, przyśpieszany i spowolniany na przemian. Tworzą się kipiele, gwałtownie napowietrzana woda staje się białą pianą, by po chwili nad zaskalną głębią stać się niemal czarna, granatowa, lustrzana.
Huk i hałas są nieodłącznymi towarzyszami bełtów. Na niektórych rzekach szum wody potrafi zagłuszyć Harleya bez tłumika - dla tych szumów powoływane są nawet rezerwaty osobliwości przyrodniczych. Miejsca takie są tylko pozornie stracone dla wędkarzy. Wiedzą o tym od lat muszkarze, szukający w bełtach pstrągów potokowych czy głowacic. Niełatwo jest podać tutaj jakąkolwiek poza muchą przynętę. Do niedawna - nawet na rafach dużych rzek - nie uświadczyło się nad bełtami i głazowiskami żadnego wędkarza. Dopiero lekki spinning, te wszystkie drobne przynęty, woblerki, gumeczki, mikrokoguciki i niektóre obrotówki w połączeniu z superprecyzyjnymi wędziskami, cud-kołowrotkami oraz cieniutką żyłką, pozwoliły dobrać się do skóry rybom żyjącym w takich miejscach.

Bełty i głazowiska - wbrew pozorom - mają swoich mieszkańców, ba, dla niektórych są nawet ukochanym środowiskiem, z którego wygania się mniejszych konkurentów. Na górskich odcinkach w cieniach nurtowych za głazami lubi się przyczaić pstrąg potokowy czy głowacica. Marny los porwanej przez wodę drobnicy - nie dość, że poobijana, wpółżywa, ogłuszona spływa z prądem, to na dodatek może być pożarta przez przyczajonego drapieżnika.
Na odcinkach podgórskich, za głazami, w spokojnych dziurach - a jest takich miejsc sporo, choć na wierzchu rwie straszliwie - lubi się przyczaić kleń, czasem niewiarygodnych rozmiarów, na ryby czatują dobrze wyrośnięte brzany, które w takich stanowiskach przerzucają się wyłącznie na rybną dietę.
Z biegiem rzeki głazowisk i bełtów nad nimi jest coraz mniej, za to mieszkańców w nich więcej i więcej. Dla wielu spinningistów szokiem były pobicia szczupaka, ryby kojarzonej ze spokojną, spowolnioną lub wręcz stojącą wodą. Rzeczywiście, drapieżniki te lubią taką wodę - metr, półtora pod pieniącą się kipielą woda potrafi stać bez ruchu, niby w jeziorowej głębi.
Jeszcze niżej - oprócz wymienionych już klenia, brzany i szczupaka - głazowiska stają się domeną jazia, a jeśli woda znacznie już zmącona, to także sandacza oraz wielkiego bolenia. W upalne lata, gdy woda niska i bardzo nagrzana, do takich bełtów ciągnie "każda ryba". Tuż za kipielami zbierają się potężne stada leszczy, stają płociowe zgromadzenia, krąpiowe sejmiki. Zajęty bywa niemal każdy nurtowy cień.
W upalne więc lato można w głazowiskach i bełtach złowić masę ryb. Dobry spinningista czy przepływankowiec, a także muszkarz, połowi tutaj i w innych porach roku. Pod warunkiem, że potrafi poprowadzić przynętę wśród zwarów i kipieli.

Przykosy

Dopóki nie pojawią się nad powierzchnią i nie zarosną wierzbiną, stanowią najbardziej niestabilny twór rzeki. Powstają na skutek odkładania się mas piasku niesionego przez nurt. Tworzą się tam, gdzie silny nurt gwałtownie zwalnia, załamuje się. Porwany przez prąd piach osiada wówczas na dnie - warstwa za warstwą, godzina za godziną, dzień za dniem. Są na rzekach miejsca, gdzie przykosy tworzą się zawsze - to na przykład kliny zwolnień za mostowymi filarami, miejsca położone za szczytami odsłoniętych ostróg, płanie przed ostrogami zalanymi oraz połacie rozpościerające się za wyspami. Są także miejsca, w których przykosy powstają okresowo, na kilka tygodni, miesięcy - przy określonym stanie wód. Obniżenie lub podniesienie poziomu rzeki zmienia bieg nurtu i przykosy takie mogą być zniesione, przesunięte o kilkadziesiąt, a nawet kilkaset metrów, czy wręcz porwane przez rzekę bez śladu.
Przykosy okresowe powstają i znikają na przemian na przykład na kamiennych rafach śródrzecznych, wzdłuż iłowych płyt i zgrupowań gliniastych zbryleń. Do utworzenia się takiej przykosy wystarczy wręcz jeden kamień, zatopione drzewo, jakakolwiek zalegająca na dnie przeszkoda. Jeżeli tylko przez kilka dni utrzyma się stan wód odpowiedni dla odkładania się piasku - przykosa powstanie. Jeśli poziom rzeki nie zmieni się raptownie, twór ten ma szanse wzmocnić się, ustalić i przetrwać przez dłuższy okres.

Można odróżnić dwa rodzaje przykos - ustalone, na których piach osiadł mocno, zbił się, utworzył twardą opokę oraz tzw. przykosy sypiące, pracujące, kurzące, czynne, gdzie piasek tworzy niestabilną masę, która w każdej chwili może zostać porwana przez silniejszy nurt. Po przykosach ustalonych można chodzić spokojnie, przykosy sypiące ustępują pod ciężarem wędkarza - można się zapaść bardzo głęboko, aż do twardego dna. Warstwa kurzawki może być niekiedy bardzo gruba, więc jeżeli nie wie się, na jakiej głębokości znajduje się tworzące opokę twarde - kamieniste czy ilaste - dno, lepiej na sypiącą przykosę nie wchodzić. Kurzawka może nieroztropnego wędkarza wciągnąć niczym bagno, utopić, zakopać. Szczególnie niebezpieczne są fragmenty czynnych przykos stykające się z plosami, czyli z głębokimi dołami oraz z głębokimi rynnami śródrzecznymi. Kurzawkowata masa piachu w takich miejscach może osunąć się raptownie pod lada jakim ciężarem - i stać się może tragedia.
I tu pewna rada, sposób wypraktykowany niejeden raz przez ważącego ponad setkę autora. Mimo dużego rzecznego doświadczenia, niejednokrotnie zapędzał się on w poszukiwaniu ryb zbyt daleko lub natrafiał na trudne do przewidzenia wyrwy w kamienistej opoce. Niemal każdy rzeczny wędkarz - osobliwie ten, co to niejedną rzekę zdeptał - łazi po kurzawce. Dopóki swobodnie daje się wyciągać stopy z miękkiego piachu, dopóty nie ma zagrożenia. Wycofać się natomiast należy, gdy piach chwyta za nogi, kiedy odnosi się wrażenie, że trzyma, wciąga wręcz. Zazwyczaj udaje się to bez problemów. Zdarza się jednak, że różnica w stopniu ustalenia kurzawki jest tak duża, że jeden krok powoduje gwałtowne zapadanie się; ma się wówczas wrażenie, jak gdyby piach wsysał kończynę. Nie należy wówczas szarpać się, wyrywać - przyniesie to skutek odwrotny. Próbujący się ratować wędkarz jeszcze bardziej rozluźni strukturę kurzawki. Jedynym ratunkiem będzie w takiej sytuacji... padnięcie na kolana. Piszczel ma zawsze większą powierzchnię niż stopa i nierozsądny wędkarz przestanie się zapadać. Powrót na twardszy grunt staje się możliwy - trzeba to także zrobić na kolanach, pamiętając o tym, że mogła zostać naruszona struktura dna w promieniu kilku metrów i szarpanie się z kurzawką być może oddaliło twardy grunt o spory kawałek. W takich sytuacjach natychmiast należy się zdecydować bez namysłu na wodę w woderach czy w sponiobutach - może tu bowiem chodzić o życie.
Na kurzawkę lepiej nie wchodzić, tym bardziej, że nie ma po co. Tam, gdzie sypie, nie ma ryb. Tak jak ludzie nie lubią mieć piasku w płucach, tak i ryby nie cierpią piachu w skrzelach i wynoszą się z miejsc, gdzie woda niesie jego drobiny.
Jak to najczęściej w przyrodzie bywa, trudno spotkać czyste i jednoznaczne formy. Rzadkie są przykosy wyłącznie ustalone i nieczęste przykosy wyłącznie sypiące . Najczęściej ma się do czynienia z tworami mieszanymi. W górze przykosa bywa z reguły mocna, zbita, u dołu będzie sypać, smużyć, wydłużać się. Niejednokrotnie zdarza się, że miejsca odwiedzane zmieniają się z dnia na dzień, nawet przy stałym poziomie wody. Trafiają się przykosy wydłużające się z dnia na dzień - poprzedniego dnia kurzawka jeszcze chwytała za stopy, a dzisiaj można po tych miejscach spokojnie chodzić.
Niezarośnięte przykosy są tworami niestabilnymi, zmiennymi, szczególnie jeśli w sąsiedztwie znajdują się głębokie śródrzeczne rynny, którymi gna silny nurt. Prąd wody potrafi wówczas odcinać piach tak szybko i skutecznie, jak się masło kroi nożem. Skraj odsłoniętej przykosy wygląda właśnie tak - jak odkrojony. Od strony płycizny przykosa łagodnie wbiega pod powierzchnię, od strony głębi wchodzi w wodę niemal pionowo, stromo.

Dla wędkarzy przykosy, przede wszystkim te mocno osadzone, trwałe, mogą być arcyciekawym miejscem połowu. Kusić powinny przede wszystkim amatorów drapieżników. Ustalone partie płycizn przy przykosach, gdzie rzeczny nurt ledwo ciągnie, a nawet niekiedy wręcz zatrzymuje się, zwabiają tysiące sztuk drobnicy. Wędkarz brodzący po takich płyciznach widzi setki umykających kilkucentymetrowych rybek. Na tym drobiazgu od początku lata do czasu babiego lata żerują drapieżcy. Z rana i z wieczora na wodę o głębokości nie przekraczającej trzech czwartych metra potrafią wpływać kilkudziesięciokilowe sumy, ogromne sandacze oraz bolenie. Te ostatnie potrafą się uwijać po płyciznach od późnego ranka do wczesnej nocy. Zdarza się, że wzdłuż obrywu płycizny stale patroluje kilkanaście rap i co pewien czas wdzierają się one na płytką wodę, dając znać o sobie hałaśliwymi atakami. Z wieczora niejednemu brodzącemu w rzece spinningiście dany był widok wody gotującej się od drapieżników i gonionych przez nie drobnych rybek. Dla mniej doświadczonego jest to zjawisko stresujące, wręcz doprowadzające do szału. Posyła się wówczas w łowieckiej gorączce błyski, gumki, woblery w miejsca, w których rozbryzguje się woda i... nic. Drapieżnik, który ma w zasięgu paszczy setki rybek, bardzo rzadko daje się skusić na imitację.
Skuteczność wędkarza może się jednak zwiększyć, gdy przypomni on sobie, że duża ryba po udanym czy nieudanym ataku wraca na głębszą wodę. Zadaniem brodzącego po płyciznach przykosy wędkarza jest znalezienie wyraźnego uskoku dna, na przykład ku śródrzecznej rynnie lub w stronę głębokiego dołka. To jest baza wypadowa drapieżców, wzdłuż tego uskoku patrolują one z rana i z wieczora, przy nim stoją za dnia. Przynęta podana ukośnie na uskok - a jeszcze lepiej prowadzona wzdłuż niego - powinna przynieść oczekiwany atak. Pod jednym wszakże warunkiem: wędkarz musi być jak najmniej widoczny i jak najmniej słyszalny. O jedno i drugie nie jest na przykosie łatwo. Nie ma tu zarośli, które mogą spinningistę osłonić przed wzrokiem drapieżników, przykosa potrafi też niczym dzwon przenosić każde nieostrożne stąpnięcie, mimowolne tupnięcie. Brodzący wędkarz powoduje natomiast falowanie wody, takie "woderowe odkosy", które płoszą ryby, szczególnie bolenie. Po przykosie więc należy poruszać się z ogromną ostrożnością, spokojnie, trzeba unikać gwałtownych ruchów, stąpać pewnie, by nie narażać się na zachwiania równowagi. Na przykosach nie jest przesadą podchodzenie do stanowiska na kolanach, a nawet niekiedy podczołgiwanie się do niego. Najbardziej skuteczni łowcy boleni nie wstają z kolan podczas obrzucania obrywów dna czy skraju nurtu. Potrafią też łowić z pozycji leżącej w miejscach, gdzie piach jest raptownie odkrawany przez silny nurt. Tylko początkujących na przykosach spinningistów śmieszy i żenuje takie zachowanie. Schodzą szybko do parteru, kiedy porównają własne wyniki z rezultatami osiąganymi przez przykosowych repów.
Nie zawsze trzeba jednak przedostawać się na przykosy, by skorzystać z ich obfitości. Niemal zawsze za szczytami wystających nad wodę, niezniszczonych ostróg tworzą się tzw. kosy, najczęściej zanurzone pod wodą, znaczące się na powierzchni lekkim, niemal niewidocznym zmarszczeniem wody. Od strony napływowej, wzdłuż tzw. przemiału, lubią stać zwrócone paszczami pod prąd sandacze. Jeżeli spinningista natknie się na takie miejsce, może wyłowić komplet w ciągu pół godziny. Wystarczy wówczas wypuścić z prądem pływającego woblera, zatrzymać go nad piachem i bardzo wolno ściągać pod prąd. Można łatwo wyczuć przykosę - wobler sterem "dziubie" w piasek. Kiedy trafia na obryw (przemiał) nurkuje w dół, przestaje "dziubać" - i właśnie wtedy najczęściej następuje atak sandacza. Niestety, nie zawsze przed kosami gromadzą się sandacze (może na szczęście?), ale spróbować zawsze warto.

Przykosy mogą być też niezłymi łowiskami dla wędkarzy nastawionych na ryby spokojnego żeru. Śródrzeczne rynny przylegające do przykos mogą przynieść spore leszcze i krąpie, mogą darzyć certami i brzanami. Niemal zawsze można w nich złowić klenie.

Rynny śródrzeczne

Na niewielkich rzekach najczęściej mamy do czynienia z pojedyńczą rynną, którą biegnie główny nurt. Na prostych odcinkach znajduje się ona zazwyczaj w pobliżu środka rzeki, na łukach zbliża się do zewnętrznego brzegu. Na odcinkach meandrujących nurt, a więc i rynna, biegnie raz ku jednemu, raz ku drugiemu brzegowi.
Na rzekach dużych rzadko mamy do czynienia z rynną pojedyńczą, aczkolwiek niemal zawsze daje się określić, która z rynn jest największa, która z nich prowadzi główną masę wody. Na dużych rzekach rynny tworzą się często wzdłuż szczytów główek, wzdłuż brzegów o wysokich burtach, wzdłuż faszynowych i kamiennych opasek, wzdłuż mostowych filarów, kamiennych raf czy ustalonych przykos.
Rynny, którymi woda rwie szybko, są wyłożone z reguły kamieniami lub grubym żwirem, zdarzają się też rynny o wysłaniu iłowym lub gliniastym. Silny prąd wymywa piach do opoki, stąd na dużych rzekach nieczęste są rynny o zupełnie równym dnie. Co pewien czas, pojedyńczo lub grupami, zalegają na dnie mniejsze lub większe kamienie i inne naniesione przez rzekę lub przez nią odsłonięte przeszkody. Przed nimi i za nimi tworzą się prądowe zastoiska, cienie, w których bardzo chętnie przebywają ryby oczekujące na jadalne kąski niesione przez wodę.
Rynnami wszak spływają porwane z płycizn drobiny materii organicznej, bezkręgowce, niewielkie rybki. W rynnach, gdzie woda jest nieźle natleniona, krzewią się glony, wśród których rozwija się życie. Pod kamieniami żyją bezkręgowce, głównie skorupiaki i larwy niektórych owadów, na spadach chętnie osiedlają się mięczaki, choćby kolonie racicznicy, przysmak płoci i brzan. Śródrzeczne rynny są niezłym łowiskiem dla wędkarzy. W ciepłych porach roku lubiące spokojną wodę leszcze i krąpie, a nawet rzeczne karpie, w rynnach właśnie przeczekują upały.
Rynien trzymają się także stadka brzan, certy, świnki, zaś do spadów chętnie "przyklejają się" klenie i duże jazie. Na odcinkach, gdzie rynny graniczą ze spokojnymi płyciznami, ustawiają się drapieżniki: tam, gdzie dużo jest roślin - szczupaki, gdzie dużo kamieni - sandacze, gdzie twardy piach - bolenie.
Rano i wieczorem rynny stają się czymś na kształt deptaka w tłocznych kurortach. Pod prąd zmierzają stada ryb, które pragną coś przekąsić. Rynnami o szybkim uciągu przesuwają się z pyskiem przy dnie brzany, świnki, certy, w pół wody płyną patrolujące powierzchnię klenie. W rynnach o wolniejszym prądzie bobrują leszcze, jazie i krąpie, polują na drobnicę watahy okonków i niewielkie grupki rówieśnicze sandaczy. Z takich rynien sumy i rzeczne szczupaki wypływają na płycizny rojące się od drobnicy .

Rynna daje się obłowić bardzo różnymi technikami. Znajdą tu swoje miejsce zarówno spinningiści, jak i wielbiciele spławika - tak przepływanki, jak przystawki, mogą tu postawić swoje zestawy zarówno zwolennicy ciężkiej gruntówki, jak i amatorzy finezyjnej drgającej szczytówki.

Rzeczne plosa

Krążą o nich legendy, bajędy i z palca wyssane historie. Rzeczne głębie - na małych rzekach dwumetrowe, na średnich i dużych trzy, cztero i więcej metrowe - tworzą się na zewnętrznych zakrętach rzeki, za główkami, przy których rwie silny nurt, u ujść dopływów, wyjść z łach i niekiedy przed ostrogami, w klinach spokojnej wody u ich podstaw. Rzeczne plosa można spotkać w sąsiedztwie kamiennych raf, ustalonych przykos, przy mostowych filarach, a także przed i za spiętrzeniami, zarówno naturalnymi, jak i utworzonymi ludzką ręką.
W głębiach woda płynie powoli, występują tu często wsteczne prądy. Na dnie osadza się zazwyczaj cieńsza lub grubsza warstwa mułu, gromadzą się zniesione przez prąd namoczone gałęzie, resztki faszyny, a czasami wręcz wielkie zatopione drzewa. Głębie z reguły sąsiadują z dość silnym nurtem, dość wyraźny jest tutaj na wodzie ślad pogranicza, tzw. warkocz. Przy dnie, pośród podwodnych przeszkód mają swoją dzienną ostoję sumy, duże sandacze, szczupaki, a w krainie łososiowatych chętnie chowają się tutaj głowacice oraz duże potokowce.
Lubią tu spędzać dzień - a także zimę - spore stada dorodnych leszczy, jazie, krąpie, płocie. Plosa odwiedzane są często - szczególnie ich graniczące z nurtem obszary - przez duże brzany, stada niebrzydkich cert i pojedyńcze ogromne klenie. Tuż pod powierzchnią, na spokojnej wodzie nad plosami, uwija się z reguły masa wierzchówek, głównie uklei, a także narybku innych gatunków. Stąd częsta obecność boleni oraz stadek rzecznych okoni. Ryb w plosach jest dużo, ale łowiska to dla wędkarza niełatwe - większość gatunków traktuje głębie jako miejsca odpoczyku, schronienia i żeruje sporadycznie. Białe ryby można co prawda pobudzić dobrą zanętą, daje się skusić drapieżnika szczególnie agresywną błystką czy woblerem, ale pełnia dnia wędkarstwu nie sprzyja.
Jedynie ranek oraz przełom dnia i nocy może przynieść dobre efekty wędkarzom lubującym się w zasiadkach. Na ciężką gruntówkę lepiej tu nie łowić - po pierwsze traci się masę zestawów, po drugie wyrywanie ich z zaczepów płoszy ryby. Warto jednak przysiąść tu z pikerem, z przystawką, a także z dobrze zmontowaną żywcówką.
Lepiej obławiać fragment plosa sąsiadujący z nurtem - tam ryby są częściej przy apetycie, tamtędy przebiegają żerowiskowe szlaki leszczy, tamtędy też wchodzą na głębie pozostałe ryby. Dla spinningistów rzeczne doły nie są łatwym do obłowienia miejscem. Rwie się tutaj na potęgę źle dobrane przynęty, do pasji doprowadzają bolenie bijące co chwilę, lecz nie dające się sprowokować żadną blaszką czy gumką. W pełni sezonu warto przychodzić na plosa wyłącznie z rana i z wieczora, gdy drapieżniki dobrze żerują, kiedy nawet sum i sandacz chętnie odwiedzają przypowierzchniowe warstwy wody.

Krótki moment przed zmierzchem oraz równie krótki czas o świtaniu mogą zarówno spinningiście, żywczarzowi, jak i łowcy ryb spokojnego żeru przynieść duży wędkarski łup. To chwila, kiedy z dołu na poszukiwanie żeru wychodzą ryby (wieczór) i gdy wracają do dziennej ostoi (ranek). Właśnie w takich krótkich chwilach warto być z wędką w pobliżu plosa.

Twory "sąsiedzkie"

Rzeka jest środowiskiem niestabilnym, różnorodnym. Każdy z wyżej opisanych tworów natury nie jest elementem wypreparowanym sztucznie z całości. Wędkarz nie powinien traktować np rynny czy równego odcinka jako czegoś, co istnieje wyłącznie samodzielnie. Ryby wszak przemieszczają się w rzece, mają swoje chimery nieznane nawet najznakomitszym ichtiologom. I choć według reguł wiedzy powinny znajdować się w jakimś konkretnym miejscu, to może się zdarzyć, że ich tam nie będzie albo też nie dadzą się skusić na najbardziej przemyślną przynętę. I najczęściej nie trzeba szukać wówczas daleko, nie trzeba przemierzać kilometrów, by obok rynny znaleźć przykosę, ploso, napływ.
Jednym z moich ulubionych miejsc do spinningowania jest rafa rozłożona na środku Wisły. To stupięćdziesięciometrowy odcinek rzeki wysłany kamieniami i głazami. Mam tam dosłownie wszystko. Silny nurt napierający na rafę tworzy kipiele jak na górskich rzekach. Od strony brzegu praskiego wymył głęboką rynnę, w której zalegają potężne głazy, od strony Żoliborza zaś mam do czynienia ze stumetrowym równym odcinkiem.
Natura ułożyła tu kamienie w przeróżny sposób - utworzyła na przykład dwie naturalne poprzeczki. Mogę więc łowić niczym na najbardziej klasycznych przelewach. Do "mojej" rafy przylegają dwa plosa, jedno z nich - nawet przy najniższych stanach - straszy sześciometrową głębią.
W końcu rafy, a także przy jednym z jej boków, rzeka odkłada przykosy. Niektóre ich fragmenty są mocno stabilne, inne "sypią" jak wszyscy diabli.
Pontonowa przeprawa na rafę daje mi niemal nieograniczone możliwości wędkarskiego wyżycia się. Na krótkim odcinku rzeki mam dosłownie wszystko. Gdyby nie fakt, że z miesiąca na miesiąc na rafę desantuje się coraz więcej ludzi i płoszy ryby, miałbym swój prywatny wędkarski eden.
Małe rzeki także tworzą środowiska sąsiedzkie. Trudno oczywiście znaleźć na nich takie stanowiska jak wielkorzeczne rafy, ale i na nich obok rynny czy równego odcinka można znaleźć głębię, niewielki napływ czy miniprzykosę. Z reguły więc nie obławia się wyłącznie jednego rodzaju łowiska - chyba, że natkniemy się w nim na masę ryb - najczęściej szuka się po sąsiedzku.
Żadna woda nie daje wędkarzowi takich możliwości jak rzeka. Wisły warszawskiej, mimo że jest brudna i trudna, nie zamieniłbym na najrybniejsze nawet jezioro.

Dyskusje i komentarze

Schowaj teksty   
 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Fundusz ETF - ciekawe linki

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).