Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 5 Ilość ocen: 1

Wobler

Zdzichu i Janek poszli na sumy , po chwili:
- koledzy! ratujcie!Zdziśka, wobler przygniótł.

Wobler
  • Obecnie 5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (1)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Sezon

No i zaczęliśmy,
Sezon na szczupaka,
Kto żyw za kij chwyta,
Heja na biedaka,

więcej...

Sezon
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,7/5 (6)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Warsztat wędkarza/Ballada o zającu 

Ballada o zającu

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 5102 
Komentarzy: 0 
ID: 47702 
Węzeł: 28656 

Po sierści do celu - czyli: historia pewnej przynęty.

Wstęp

Wielu wędkarzy spiningistów zapewne nie raz miało do czynienia z sytuacją, gdy podczas kolejnego wypadu na ryby, wszelkie przynęty zawiodły i trzeba było wracać o « przysłowiowym » kiju. Czasem tłumaczymy to sobie na rozmaite sposoby.

Dominuje pogląd, że pewnie na danym akwenie nie ma ryb. Pociąga to za sobą całą serie domysłów. Kłusownicy, PZW nie dbające o nasze interesy. I konkluzja; po jaką cholerę ja płacę te składki.

Wersji jest pewnie tyle ilu wędkarzy. Ciśnienie za wysokie, lub za niskie, albo za bardzo się waha. Też tak może być.
Przyjęła się ogólna zasada ( nie wiem czy do końca słuszna), że tam gdzie są zaczepy, tam siedzą ryby.
Pal licho, jeśli nasze wysłużone pudełeczko z przynętami nie zaczęło świecić pustkami po takim wypadzie. Niestety gorzej jest, jeśli mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem.
Kolejna guma. Kilka złotych. I jeszcze jedna. I następna.
Blachy? Proszę bardzo. Razy dwa.
Woblery? Oj, oj, oj....
Połowa nieszczęścia, jeśli ktoś ma smykałkę i zacięcie do majsterkowania, robiąc sobie przynęty w domu.
Niestety, strata rapali powyżej 20 złotych, zaczyna być już kwalifikowana jako tragedia.
A w sercu pozostaje bolesna rana.

Przynęta

Ostania misja zająca, czyli « początki ».

Znali się od dziecka. Bijatyka na szkolnym podwórku i wybite sobie nawzajem szyby w domach rodziców, trwale scementowały ich przyjaźń na kolejne długie lata.
Czasami, gdy pozwalał im na to czas i żony, wybierali się razem na ryby.
Tak było i tym razem. Nie widzieli się już kilka tygodni, wiec postanowi zaliczyć cały dzień.
Od świtu do zmierzchu. Na pierwszy ogień poszły pobliskie jeziora i żwirownia. Po kolejnych rzutach, zakończonych holowaniem wodorostów, nastał czas na podjęcie następnej decyzji.....Jedziemy.

Nad Odrą byli... Cytując po kowbojsku, « w samo południe »

Czasu do zmierzchu pozostało wiele, więc bez szczególnego pośpiechu, zaczęli wspólnie drapać powierzchnie rzeki wszelkimi dostępnymi w swych arsenałach przynętami.
Na pierwszy ogień poszły gumy. Poleciały, i nie wróciły... Na szczęście przygotowali się do tej wyprawy dość dobrze, wiec pierwsze dwa piwa ( w przeliczeniu) szybko poszły w niepamięć. Potem były następne i następne i … następne.......
W myślach, zaczęła ukazywać się uśmiechnięta twarz miejscowego sprzedawcy w sklepie wędkarskim. Najwidoczniej ich lubił. Wiadomo. Dobry klient – dobry miesiąc.

Przynęta 2

Po przeliczeniu strat, miny naszych przyjaciół zaczęły rzednąć, a w głowach począł kiełkować pomysł o powrocie do domu. Przez piwiarnie oczywiście. Ochłonąć trzeba.
Postanowili zrobić przerwę na papierosa.
Puściłeś bąka! Zauważył jeden z nich.
Kto poczuł ten wytoczył, zripostował drugi.
Mogłeś, choć odejść kawałek. Skwitował pierwszy.
Też coś czuje, ale to na prawdę nie ja.
Więc co tak wali w tym plenerze? Zafrapował się pierwszy.
Zaczęli wiec rozglądać się dookoła.
I tu nadeszło rozwiązanie tej enigmy.
W odległości kilku metrów, w bujnym gąszczu traw, leżał zając....
(Nie, nie. To nie on puścił bąka).
A właściwie to, co z nieboraka zostało. Szkielet i resztki skóry.
Stali i wpatrywali się tak przez jakiś czas. Po chwili jeden z nich, obrócił się, zaciągnął papierosa i odrzekł; widziałem kiedyś w jakimś programie wędkarskim, jak facet łowił szczupaki na muchę. Nigdy o tym nie słyszałem. Odrzekł drugi. Wyczuwam, że coś ci chodzi po głowie, mój ty pomysłowy Dobromirze.
Chyba tak, ale nie wiem czy gra jest warta tej babraniny...
Po chwili wyciągnął z plecaka nóż i zaczął mozolnie wycinać z padliny kawałki skóry z długą sierścią. Sięgnął do pudełka po dwudziesto gramową główkę i kawałek plecionki.
Po pewnej chwili ich oczom, ukazał się dziwny twór.

Przynęta 3

Mini zając, ochrzcili go po chwili, kręcąc głowami tak, że mało im nie odpadły.
Po pierwszym rzucie okazało się, że ów wynalazek nie ma wcale zamiaru tonąć.
Jednak po pewnym czasie, kiedy już namokła skora z sierścią, wszystko poszło zgodnie z planem. Jeszcze jeden strzał, następny..... Alleluja!
Szczytówka wygięła się wściekle, a na twarzy pojawiło odrodzenie.
Po kilkunastu minutach emocjonującego holu, pojawiło się błogie uczucie zwycięzcy.
Sandacz nie był rekordem polski, ale nie to akurat było w tej chwili najważniejsze.
Reszta historii zakończyła się przy piwie, które pomogło nieco ochłonąć po tej dziwnej przygodzie.
Konkluzje.
Czyli, po sierści do celu.
Po kilku dniach, gdy emocje nieco opadły, przyszedł czas na przemyślenia i próby. Wdarł się nawet pogląd, że to był czysty przypadek. Eksperymentowanie zaowocowało stworzeniem kilku prototypów. Wszystkie otrzymały przydomek zajęcy. I o dziwo, jedne z nich okazały się bardziej łowne, inne mniej.
Jednak nie to było najważniejsze.
Teraz znacznie rzadziej widywali uradowaną twarz sprzedawcy w sklepie wędkarskim.
Jedyna rzecz, w jaką się zaopatrywali, były główki.
Skórę dostawali za darmo, w całych siatach ścinek. Kuśnierz był jeszcze wdzięczny za pozbycie się śmieci. Za to oni mieli wielką satysfakcje robiąc własne przynęty.
Innym pomysłem było jeszcze kiedyś zastosowanie świetlików w przynętach gumowych. Podczas spiningowania nocą.
Też okazały się ciekawym rozwiązaniem (czytaj łownym). Zaprzestali jednak dalszych prób, ze względu na niezbyt jasne przepisy PZW w tej kwestii.

Zakończenie

Potrzeba matką wynalazku.
Czasami w obliczu niepowodzeń, zaczynamy z uporem maniaka wynalazcy szukać innych rozwiązań. Czasem wszystko pali na panewce. Bywają jednak chwile, gdy dochodzimy do upragnionego celu zupełnie przypadkowo.
Jeśli ktoś próbował już takich, bądź podobnych przynęt, proszę o opinie. Będę wdzięczny za komentarze i oceny.

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Pewne, hobbystyczne zainteresowania genealogiczne spowodowały, że zawartość domeny Nazwisko.pl zamierzamy w przyszłości rozwinąć i zbudowac w oparciu o nią dość obszerny serwis.

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).