Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 5 Ilość ocen: 1

Wobler

Zdzichu i Janek poszli na sumy , po chwili:
- koledzy! ratujcie!Zdziśka, wobler przygniótł.

Wobler
  • Obecnie 5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (1)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Sezon

No i zaczęliśmy,
Sezon na szczupaka,
Kto żyw za kij chwyta,
Heja na biedaka,

więcej...

Sezon
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,7/5 (6)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Warsztat wędkarza/„Potrzeba, matką…” 

„Potrzeba, matką…”

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 13227 
Komentarzy: 1 
ID: 22715 
Węzeł: 15489 

Moja ulubiona przynęta, jaką była wirówka, poszła na boczny tor, gdy w Polsce pojawiły się gumy, bodajże w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. W samą porę, bo przecież to były lata obfitości, na Sulejowie. Kto łowi sandacze na gumy, ten wie jak nieraz ciężko zaciąć tę rybę, a zwłaszcza na długiej żyłce lub plecionce, mając do dyspozycji pojedynczy hak. Stąd między innymi wzięła się wyższość koguta nad twisterem. Pamiętam, ktoś pisał, że kogut jest lepszy i skuteczniejszy, bo można go uzbroić w kotwicę, a twistera się nie da. Bzdura! Nie dawało mi to spokoju, więc…, obaliłem to twierdzenie. Od tamtej pory swoje gumowe przynęty zakładam na główkę z kotwicą.

Jako pierwsze pojawiły się twistery. Nie były jeszcze takiej jakości jak obecnie, ale to był już milowy krok w dziale przynęt.
Stopniowo pojawiały się coraz to bardziej wyszukane kształty, wzory i wielkości gum. Podobnie było z główkami. Lecz na początku wszystko było raczej kiepskiej jakości, z główkami włącznie. Haki albo się łamały, albo rozginały, lecz nigdy ich nie wyrzucałem. Jakbym przeczuwał, że kiedyś się jeszcze przydadzą…
Zanim jednak pojawiły się gumowe przynęty, my z kolegami w Tomaszowie już łowiliśmy na coś podobnego do nich. To był nieregularny pasek kolorowej gumy z rękawic, zakładany na haczyk z owiniętą na nim taśmą ołowianą. To była świetna przynęta na okonie. Czasem kusiła też inne drapieżniki.

Moje pierwsze gumy przyjechały ze sklepu w Łodzi, zresztą jak wszystkie nowości. Większe miasto…Tak, więc mając twistery wziąłem się za połowy na Zalewie Sulejowskim, z pontonu. Mając też za sobą sporo lektury o sandaczach, zacząłem swoją przygodę z tą rybą, na zaporówce.
Początki były trudne. Pierwszą i najważniejszą sprawą było namierzenie ich miejsc żerowania, tym bardziej, że nie było jeszcze wtedy, czym je namierzyć. Moją echosondą był sznurek od kotwicy. Z doświadczenia w połowach sandaczy z brzegu wiedziałem, gdzie należy szukać dobrych miejscówek. Pływałem w poprzek zalewu sondując dno kotwicą, którą była nogawka od starych dresów zawiązana z jednego końca. Sypałem do niej piasek z plaży i przywiązywałem do linki. Była o tyle wygodna w użyciu, że po wędkowaniu zanim spływałem do brzegu wysypywałem, a raczej wylewałem z niej piasek, służyła mi długi czas. Nie musiałem wozić ze sobą żadnych dodatkowych ciężarów. Z biegiem czasu oraz w miarę poznawania ukształtowania dna, moja linka miała coraz więcej powiązanych węzłów. Po nich rozpoznawałem swoje ulubione łowiska, a także po namiarach na brzegu.

Jako pierwsze trafiały mi się oczywiście okonie, czasem jakiś szczupak. Dopiero, gdy dobrałem odpowiednio wielkość przynęty i ciężar główki, zaczęło się „sandaczowanie”. Ponton ustawiałem zawsze w korycie Pilicy, a przynętę posyłałem na płytszy blat. Prowadziłem ją skokami. Nie było wtedy jeszcze żyłek fluoroscencyjnych, więc musiałem obserwować zwykłą żyłkę. Ze względu na bardzo liczną wtedy populację sandacza w Sulejowie, brania były najróżniejsze. Brały z opadu, z dna(podczas podrywania przynęty), na wleczonego i z marszu, kiedy po zarzuceniu guma zdążyła zaledwie trochę opaść(wpół wody). Były dni, że brały agresywnie, branie czuć było aż w łokciu i zero zacięcia, ale były też i takie, że tylko skubały, odrywając ogonki. Mimo wszystko łowiło się ich dużo, choć nie były to żadne okazy, te zaczęły się na początku lat dziewięćdziesiątych. Wtedy właśnie zjechali na Sulejów specjaliści od kogutów prześcigając się w ilościach poławianych ryb. Udało mi się podejrzeć tą ich przynętę, choć nie było to wcale takie łatwe, bo pilnie strzegli jej tajemnicy. Rozesłałem wśród kolegów i znajomych wici, że potrzebuję kogucie pióra, zdobycie ich też nie było łatwe, ale udało się po jakimś czasie. „Ukręciłem” swoje pierwsze koguty, lecz próby połowu tą przynętą były mizerne. Do tej pory łowiłem nie poruszając szczytówką wędziska, a teraz należało „szarpać” i do tego na siedząco, w pontonie. To między innymi zraziło mnie do tej przynęty. Postanowiłem powrócić do swoich ulubionych twisterów, ale aby uniknąć pustych pobić, zacząłem zastanawiać się jak uzbroić go w kotwicę. I stało się…
Wygrzebałem z pudełek główki z połamanymi hakami, zagrzałem hak nad gazem i wywinąłem. W małym imadełku, nawlokłem na niego twister, założyłem kotwicę, zacisnąłem lekko i wciągnąłem w gumę. Tak powstał pierwszy twister zbrojony w główkę z kotwicą.
Testy tak zbrojonej przynęty wypadły rewelacyjnie. Sądzę, że puste pobicia zmniejszyły się o 90%. Pozornie wyglądające ”prostacko” zaczepy do kotwic mają wystarczającą moc do wyholowania dużych sandaczy(mój rekord na ten „system” to 10,5 kg), nie obawiałem się też szczupaków metrówek. Jak widać na zdjęciach mam dwa sposoby wykonania zaczepów i obydwa są skuteczne, z tą jednak różnicą, że przy pojedynczym wywinięciu należy lekko zacisnąć go przed wciągnięciem w gumę. Widoczne na zdjęciu przynęty uzbrojone są w stosunkowo małe kotwice gdyż obecnie służą mi do połowu okoni, których jest najwięcej w Sulejowie i biorą najczęściej, choć trafiają się nadal sandacze. Pierwotnie, do zbrojenia sandaczowych gum używałem kotwic jedynek i dwójek. Dopiero wtedy zaczęło się łowienie konkretnych sandałów. Było też kilka okazów…Były i grube szczupaki…

Ps. Zapomniałem....można jeszcze tak. Tu dwa groty są po bokach i jeden do góry.

Za jakość zdjęć przepraszam.

Dyskusje i komentarze

Schowaj teksty   
Jarosław Szczepaniak

...można jeszcze tak. Tu dwa groty są po bokach i jeden do góry.

Załączniki

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Firma "Wszywka" zaprasza producentów odzieży oraz hurtownie dodatków krawieckich do współpracy, patrz: Metki i wszywki odzieżowe pragnie zinteresować swą ofertą metek i wszywek odzieżowych również osoby prywatne, zainteresowane niskimi nakładami.

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).