Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 3 Ilość ocen: 46

Wiek ryby

Jak poznać wiek ryby?
- Po oczach. Im oczy dalej od ogona, tym ryba starsza.

Wiek ryby
  • Obecnie 3 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,2/5 (46)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Niepoprawny krytyk

Czapku w czapce lub bez czapki.
Chyba masz na oczach klapki?
Ciągle coś Ci w poprzek leży.
Czas byś w siebie już uwierzył!

więcej...

Niepoprawny krytyk
  • Obecnie 3,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,6/5 (5)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Wędkarskie tereny/Łowiska specjalne cz.III 

Łowiska specjalne cz.III

Ocena: 3,5 Ilość ocen: 2Ocena: 3,5 Ilość ocen: 2Ocena: 3,5 Ilość ocen: 2Ocena: 3,5 Ilość ocen: 2Ocena: 3,5 Ilość ocen: 2Ocena: 3,5 Ilość ocen: 2
Ocena: 3,5 
Ilość ocen: 2 
 Ilość wyświetleń: 11138 
Komentarzy: 11 
ID: 13584 
Węzeł: 10313 
Ryszard Siejakowski

Po dwóch odcinkach, pora na trzeci. Tym razem trochę porównań i subiektywnych ocen autora tekstu. Jest oczywistym, że moje spostrzeżenia będą w sprzeczności z opiniami innych. Zwłaszcza osób bezpośrednio zainteresowanych tematem z takich czy innych racji.

Kontynuując cykl łowisk specjalnych, nie można pominąć dumy ZO PZW w Krośnie, łowiska specjalnego „San”. Łowisko rozpoczęło swą działalność na początku ubiegłego roku. Zlokalizowane na rzece San, od miejscowości Zwierzyń do ujścia rzeczki Hoczewki. O ile dobrze zrozumiałem przesłanie zawarte w opisie łowiska /jest specjalna strona internetowa tego łowiska, podobnie jak dla łowisk wcześniej opisanych/, jednym z najważniejszych zadań tego łowiska jest ochrona stada tarłowego lipienia, oraz zapewnienie łowiącym należytych warunków połowu. Zapewne dla postronnego wędkarza, szokiem, są ceny za uprawianie tej przyjemności i warunki regulaminowe łowiska. Można to streścić w kilku słowach. Maksymalne ograniczenia przy maksymalnych cenach. A więc stworzono łowisko, które trudno porównać, do jakiegokolwiek łowiska w Polsce. Aby być rzetelnym w ocenie, można i należy taką próbę porównania podjąć. W mej ocenie, najlepszym materiałem porównawczym będzie łowisko specjalne „RABA”. Na początek porównanie cen licencji rocznych. Rozpiętość cen karkołomna. SAN, to wydatek 1200 PLN, RABA to 100 PLN. A więc rozpiętość dwunastokrotna, czyli operując w procentach 1200%. Taka dysproporcja może powalić najbardziej odpornego. Dla wyjaśnienia dotyczy to przypadku bezwzględnych ograniczeń, czyli zakazu zabierania ryb łososiowatych. Porównanie cen za licencję jednodniową, jest niestety utrudnione, ze względu na brak odpowiedników. Na łowisku SAN, licencja dzienna kosztuje 50 PLN. Licencja na takich samych warunkach, czyli bez prawa zabierania ryb łososiowatych, dla łowiska RABA to 50 PLN za…. 1 miesiąc. Czytający to, może się zastanawiać skąd takie dysproporcje. Powiem szczerze, nie wiem. Próbowałem dokonać analizy i nie bardzo to wszystko trzyma się kupy. Jedynym czynnikiem, który może decydować, to czynnik kosztowy, chociaż i tutaj zawodzi intuicja i rozeznanie. RABA, to łowisko położone 40 kilometrów od Krakowa, terenu o zdecydowanie mniejszym wskaźniku bezrobocia niż rejon łowiska SAN. To automatycznie określa dysproporcje w wysokości płacy, na korzyść SANU. Zapewne jest odwrotnie i tylko zarządzający wie, co piszczy w trawie. W bajki o wrodzonej filantropii i charytatywności nie bardzo wierzę, a jeśli nawet, to nie na takim poziomie. Jeśli jeszcze wziąć pod uwagę, że kapitał początkowy miał inne źródła pochodzenia i jego koszty były dla łowiska SAN praktycznie zerowe, daje to dużo do myślenia. Można tylko domniemać, że koszty prowadzenia łowiska SAN są dalekie od rzeczywistych i zachodzić może przypadek tzw. polityki kosztowej, czyli maksymalizacji kosztów, przy jednoczesnej minimalizacji dochodu. Jakby na potwierdzenie tej tezy, dowodem jest cennik dla łowiska „Mała Wisła”, bardzo zbliżony do łowiska RABA. Z jakiego powodu, łowisko jest tak drogie, to trochę tę kwestię może wyjaśnić Uchwała ZO PZW Krosno w sprawie składki na ochronę i zarybianie: „członkowie PZW odznaczeni złotą odznaka PZW z wieńcami, są zwolnieni ze składek na ochronę i zarybianie”. „Członkowie PZW odznaczeni złotą lub srebrną odznaką PZW , a także członkowie związku powyżej 65 lat…..są uprawnieni do 50% ulgi w składce na ochronę i zarybianie”. Przy takiej filantropii trudno zorganizować łowisko za niższe ceny. Gdy komuś się daje, to drugiemu należy po prostu zabrać. Ot i cały komentarz.
Pozostawmy sprawy finansów trochę na uboczu i skupmy się na innej problematyce, jak łowiska specjalne oddziaływają i wpisują się w świadomość wędkarską. Tematyka z jednej strony ciekawa i zarazem kontrowersyjna. Łowiska RABA i „Mała Wisła” to łowiska typowo komercyjne i ogólnodostępne dla każdego obywatela RP. Jedynym warunkiem dokonywania połowu, to opłacenie stosownej opłaty i wylegitymowanie się dowodem tożsamości. Łowisko SAN wymaga dodatkowo posiadania karty wędkarskiej. Na zdrowy rozum nie wiadomo, po co? Pikanterii dodaje fakt, że dla wędkarza zrzeszonego w PZW, łowisko to jest droższe, bo członek PZW musi jeszcze opłacić składkę członkowską. Gdy do tego jeszcze dodamy fakt, że łowisko powstało ze składek członków Związku, to trudno to wszystko zrozumieć. Inny temat, to kwestia wyboru i obszaru działania. Osoby takie jak Maciek Wilk czy Józek Jeleński, praktycznie nie miały innej możliwości i musiały pójść tą drogą, którą poszły, tworząc łowiska specjalne. O stosunkowo niewielkim obszarze działania i oddziaływania stricte wędkarskiego. Jednakże wymowa ich działania jest znacznie szersza. Wystarczy przeczytać regulamin łowiska „Mała Wisła”, aby dostrzec określone niuanse. Mnie osobiście zafrapowały zapisy w cenniku oraz system ulg dla dzieci i młodzieży. Świadczy to zarówno o dalekowzroczności i racjonalizmie właściciela łowiska. Racjonalizmie, którego zapewne zabrakło twórcom łowiska specjalnego SAN. Uchwały i wnioski z VII zjazdu Delegatów PZW Krosno, są kolejnym dowodem, że słowotwórstwo jest tym, co najlepiej wychodzi w działalności stowarzyszenia. Zwłaszcza w obszarze na rzecz młodzieży. Jest też i inny znacznie szerszy problem łowisk specjalnych tworzonych pod auspicjami i za pieniądze stowarzyszenia, czyli członków. Czy łowiska specjalne, a więc o ograniczonym dostępie dla członków stowarzyszenia, w obecnej sytuacji w zakresie rybostanu są tym, co stowarzyszenie powinno szczególnie rozwijać? Czy są tylko uspokojeniem sumienia na bezrybnej mapie Polski. Aby nie być posądzonym o tendencyjne przedstawianie tematu, posłużę się wypowiedzią pana Pierrick Chevillotte z Francji: „Podniesienie kosztów licencji na łowiska, oczywiście nie może być celem samym w sobie: stwarzając warunki wędkarstwu elitarnemu, nie ureguluje się głębszych problemów” http://www.flyfishing.pl/web/article.php?a_id=1323. >
Praktycznie nie mam nic więcej do dodania do tej opinii. Łowiska specjalne, tworzone przez PZW to ucieczka od rzeczywistych problemów stowarzyszenia. To tworzenie mirażu. Fata morgana zawsze występuje na pustyni. Miraż łowisk specjalnych występuje na bezrybnej mapie Polski. Zasada została zachowana. Warto to dostrzec, dyskutując o problemie łowisk specjalnych.

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

Ryśku, z całym należytym szacunkiem, ale zupełnie Cię nie rozumiem.
Nie wiem czemu akurat się tego Sanu przyczepiłeś? Gdybyś chciał napisać obiektywny artykuł, to zrobiłbyś wywiad z Piotrem Koniecznym. Zapytaj go o kalkulacje cenowe, zapytaj dlaczego są takie, a nie inne - myślę że odpowie.

Ja tam nie łowię, bo nie łowię na muchę, ale wielu moich kolegów chętnie tam jeździ (choć z Lublina to kawałek) i zawsze są zadowoleni.

Zadowoleni są wędkarze, poprawił się stan ryb również poniżej tego specjalnego odcinka (to zresztą tylko kawałek dużej rzeki). Niezadowoleni są tylko ci, którzy nie mogą przeboleć, że jest tam ryba i nie można jej zabrać. Oraz że tam jest dobrze, lepiej niż gdzie indziej.

A co do opłat.
Deklarowałem kiedyś, że jestem gotów przeznaczać 1/12 rocznych dochodów (takie określenie jest chyba lepsze, niż bezwzględna cena) na opłatę za wędkowanie, ale pod warunkiem że: w wodach będą ryby, i to nie wyhodowane sztucznie, ale dzikie naturalne ryby, które jeżeli nie zostaną złowione, będą mogły dożyć do swojej rybiej starości i będę miał szansę na spotkanie z rybą dużą i jeżeli spotkam nad wodą innego wędkarza, to będzie to tylko ktoś, kto szanuje przyrodę i łowi zgodnie z zasadami.

Za takie wędkarstwo jestem gotów zapłacić jedną miesięczną pensję. I nie będę uważał, że to drogo.

Nie da się dziś osiągnąć takiego stanu bez ochrony (a to kosztuje) i dobrego zagospodarowania wód (to też kosztuje). Wiem, ile to kosztuje. Niedawno układaliśmy projekt planu zarybień lubelskich pstrągowych rzeczek - daleko nam do Krosna, wód pstrągowych mamy mniej, więc i potrzeby skromniejsze. No i te wody pstrągowe to ok. 1 % wszystkich wód naszego okręgu. Kwota wyszła całkiem spora i to tylko za sam materiał zarybieniowy, do tego trzeba doliczyć jeszcze transport i inne koszta. I to tylko same zarybienia. Razem z ochroną taką, o jakiej marzymy (i jaką ma ten odcinek Sanu) kosztowałoby to znacznie więcej. I tego nie da się zrealizować za 100 czy 200 zł od wędkarza.

Łowiska specjalne czy komercyjne pokazują że są ludzie, którzy chcą łowić, mimo że płacą tyle, ile żąda gospodarz łowiska. I nie patrzą, by im się ta przysłowiowa karta zwróciła. Wolą zapłacić dziennie 50 zł, do tego dołożyć jeszcze drugie tyle za dojazd i nocleg i cieszyć się przyjemnościami wędkarstwa w rybnej wodzie, niż stresować się usiłując wydusić coś jeszcze z wody ogołoconej przez wszystkich.

Pozdrawiam
Andrzej

Początek

Gdybym wcześniej nie interesował się łowiskami specjalnymi min. śledząc dyskusje na flyfishing.pl i odwiedzajac Rabę i Wisłę to może bym uwierzył.
Śmieszne jest twierdzenie, że San jest dużo droższy od Wisły. Kolejna sprawa - dwunastokrotna różnica za licencje Raba-San - bez uwzględniania specyfiki i założeń łowisk, ilości klienteli, gatunku i wielkości ryb etc. Wyraźne nastawienie autora na pozyskiwanie mięsa - kolejny "minus" dla specSanu. To samo jeśli chodzi o kartę wędkarską - jej posiadanie jest wymagane na KAŻDYM łowisku - nawet jeśli kumpel miałby swój staw i wpuścił mnie tam połowić to zgodniez ustawą powinienem mieć KARTĘ WĘDKARSKĄ (nie mylić z legitymacją członkowską PZW). Skoro to łowisko jest takie be to dlaczego nawet mniej zamożni wędkarze zbierają pół roku- rok pieniądze aby choć 1-2 czy parę dni połowić na takich łowiskach jak San, Wisla czy raba, jadąc często przez pół Polski albo i dłużej ???

Początek

Nie łowię na muchę, nie łowiłem ani na Rabie, ani na Sanie. Znam te łowiska z relacji moich kolegów. Moim zdaniem są nieporównywalne. Inne warunki, inne założenia. Raba to łowisko z możliwością zabierania ryb, które się uzupełnia. Takie „put & take”. San (odcinek specjalny). Z założenia ma pozostać łowiskiem, z którego ryb się nie zabiera. Na Rabie nie ma limitu wędkujących – na Sanie jest. Raba jest łowiskiem prywatnym i właściciel może sobie pozwolić na ryzyko strat (wbrew pozorom, nie każdy prywatny właściciel jest nastawiony na zysk). San nie stanowi własności prywatnej (wbrew obiegowym opiniom w PZW są ludzie odpowiedzialni i liczą się ze wspólnym związkowym pieniądzem).

Są różne łowiska „specjalne” (słowo „specjalne” jest według mnie słowem zastępczym, oznaczy tyle, że jest na innych niż wszystkie wody PZW zasadach, o dodatkowych przepisach i opłatach) i nie bardzo można je porównywać, nawet te prywatne jak choćby jeź. Piaseczno czy łowisko „Eldorado” w Żelechowie.

Dla mnie jest oczywistym, że zagospodarowanie wód i udostępnianie ich do wędkowania musi być zróżnicowane. Oby to się stało jak najprędzej. Te różnice powinny wynikać ze specyfiki wody, z przyjętych celów, z otoczenia (inaczej w lesie, inaczej koło większego miasta), itd., itp.

Jestem za pełną swobodą decyzji gospodarzy, z tym, że na wodach dzierżawionych - stanowiących naszą wspólną własność - ta działalność nie może prowadzić do niszczenia środowiska naturalnego. To może dziś jeszcze nie zawsze funkcjonuje, ale mam nadzieję, że będzie.

Moim zdaniem wędkarstwo w Polsce powinno pójść właśnie w stronę takiego zróżnicowania.
1. Wody, powiedzmy ogólnodostępne, np. niektóre jeziora, duże rzeki, gdzie wędkowanie powinno być łatwo dostępne, za względnie niskie licencje i bez ograniczeń liczby wędkujących. Oczywiście nie należy oczekiwać, że będą to wody zasobne w ryby.
2. Łowiska „put &take” także i na wodach płynących, gdzie każdy za odpowiednio skalkulowaną opłatą będzie mógł się nałowić i zabrać tyle ryb ile zechce.
3. Łowiska dla tych, którzy cenią sobie naturę i dzikość, na wodach pięknych, dzikich, takich, których zniszczenie byłoby barbarzyństwem. Takich wód (nie tylko rzek, także niektórych jezior) nie wolno ani zadeptać, ani zarybiać nie pasującymi tam gatunkami, ani zagęszczać sztucznie rybami. Mają pozostać takie, jak. Natura chciała. Wędkarz, który tego szuka ma pozostawić je nietknięte i zabrać tylko symboliczną rybę, tak, by nie powodować uszczerbku. Takich łowisk jeszcze u nas chyba nie ma (może Psłęka?). Mam nadzieję, że powstaną. Z konieczności wędkowanie tam musi być limitowane, a koszt to głównie koszt ochrony, co w naszych obecnych warunkach nie wyjdzie tanio.
4. Inne rozwiązania mogą być zbliżone do którejś z tych trzech.

Ceny licencji nie tak łatwo skalkulować. Z jednej strony koszt utrzymania, z drugiej zapewnienie dochodów. Inaczej będzie w pobliżu większego miasta, inaczej gdzieś w terenie mniej ludnym. Zbyt wysoka cena może spowodować, brak chętnych i koszty się nie zwrócą. Praw ekonomii się nie przeskoczy.

Pozostaje jeszcze prawo gospodarza czy właściciela do decyzji. I do własnego widzimisię też.

Wodom cześć!
Andrzej

Początek

Z uwaga przeczytałem tekst dot. łowiska specjalnego na Sanie. Według mnie to co powinno być normą jest u nas wyjątkiem. Bo co to jest łowisko specjalne utworzone na wodach płynących , to nic innego jak prawidłowo prowadzona gospodarka rybacka na danym obwodzie do czego zresztą jest zobowiązany użytkownik obwodu. Przypominam,że wędkarstwo jest zgodnie z ustawa Prawo wodne zaliczane jest do powszechnego korzystania z wody , czyli przysługuje każdemu. Przysługuje co prawda pod pewnymi warunkami , tzn wędkarz musi posiadać kartę wędkarką oraz opłaconą licencję połowową. Cenę za połów zgodnie z ustawą o rybactwie śródlądowym ustala uprawniony do rybactwa na obwodzie. I niby wszytko jest ok. Regulamin połowu na Sanie na pewno jest zgodny z prawem , ale czy z jego przesłaniem? Kazdemu przysługuje prawo do powszechnego korzystania ze śródlądowych wód publicznych jeżeli posiada 1200 zł. Taka cena bardzo ogranicza to korzystanie i zawęża to korzystanie do bardzo wąskiej grupy obywateli z grubymi portfelami. Pozostali wędkarze muszą się męczyć na bezrybnych i wykłusowanych obwodach. Bardzo często dzieje sie tak ,że uprawniony do rybactwa tworzy na części swoich wód tzw. łowisko specjalne przeznaczając wiekszość środków finansowych na ten cel, zaniedbując jednocześnie inne dzierżawione wody. Powoli tworzy sie u nas wędkarstwo dla wybranych - czytaj ludzi bogatych. Według mnie łowiska specjalne powinno sie tworzyć na wodach prywatnych , np zarybione stawy z restauracją , barem itp nastawione bardziej na turystę niż wędkarza. Wody publiczne winny być zarybiane zgodnie z racjonalną gospodarką rybacką. Przypominam ,że prowadzenie racjonalnej gospodrki rybackiej na wodach publicznych jest obowiązkiem dzierzawcy i nie może być wyjątkiem to co powinno być normą

Początek

Cześć
Nie czytałem całej dyskusji pod artykułem, ale też jestem ciekaw o co autorowi chodzi.
Śmieszne jest porównywanie cen łowisk mających zupełnie inne założenia i sposób gospodarowania. Autor może najpierw poczytałby dyskusje na temat łowisk Raba, Mała Wisła i specSan np. na flyfishing.pl i wypowiedzi gospodarzy tych łowisk.
Śledząc te dyskusje wyłania się następujący obraz:
- Raba zarabia głównie na dniówkach z możliwością zabierania ryb, przy czym główną zabieraną rybą jest/był tęczak, który chyba jest tańszy od potokowca (a może się mylę). Ochrona rodzimych populacji odbywa się poprzez zarybianie głównie tęczakami i obecnie potokami, które przeznaczone są do jedzenia, natomiast życzeniem (nie nakazem) Gospodarzy tego łowiska jest aby dzikie ryby, bez obciętych płetw wracały do wody (i mam nadzieję, że jest to respektowane). Gospodarz łowiska jest fanatykiem (w pozytywnym rozumieniu) i myślę, że zadowalającym Go wynikiem finansowym jest wyjście łowiska na 0 i jednocześnie wzrost naturalnej populacji ryb. Bliskość dużego miasta oznacza sporą ilość wędkujących co może powodować niższe ceny (a i tak ze względu na większe zarybienia potokiem kosztem tęczaka cena musiała w tym roku podskoczyć)
- Mała Wisła - łowisko komercyjne, bazujące w dużej mierze na zarybieniach potokiem, a także tęczakiem. Rozśmieszyło mnie stwierdzenie, że Mała Wisła jest tańsza od Sanu. Co prawda na wiśle byłem raz, na Sanie jeszcze nie, ale z tego co zobaczyłem na Wiśle i z przeczytanych opini o Sanie to jest sens porównywać specSan z droższym odcinkiem, czyli specSan 50PLN a Mała Wisła 50PLN (a w soboty i dni wolne 70PLN) - duża różnica?? Fakt, że na Wiśle w tej cenie można wziąć 2 rybki - ale nie za duże 26-35cm - przy czym jeśli wezmę drugą rybę muszę zakończyć wędkowanie albo wykupić nową dniówkę. Czyli mogę zapłacić 50(70)PLN za np. godzinę wędkowania, jeśli koniecznie będę chciał brać rybki. Poza tym szkoda brać takie poniżej 30ki. Wzięte ryby i tak głównie pochodzą z zarybień.
- San - nie wiem czy w ogóle zarybiany jest tęczakiem, a więc automatycznie będzie to łowisko droższe. Owszem, nie można zabierać złowionych ryb, ale to i dobrze - w założeniu wędkarz na tym łowisku ma liczyć nie tylko na złowienie ryb i wiele brań, ale łowienie dużych ryb. I łowisko ma na celu zachowanie populacji pstrąga i lipienia pochodzących z naturalnego tarła - a więc im więcej dużych osobników zadomowionych w rzece tym większa na to szansa.
-Kolejna sprawa ochrona wody - chociażby codzienne kontrole - do tego trzeba zatrudnić pracowników, którzy za frajer pracować nie będą. To też podraża łowisko. Z łowisk specjalnych byłem raz na Rabie (przed Sylwestrem) i raz na Wiśle (w Boże Ciało) i w końcu byłem kontrolowany (jedyne kontrole w ciągu ostatnich prawie 20 lat!!!). I tak trzymać. Na Rabie zresztą miałem wrażenie, że poza mną wszyscy wędkujący są znani Kubie I józefowi Jeleńskiemu .
- Argumentem przebijącym się często w artukule jest brak możliwości zabierania ryb. Toż to zgroza - zapłacić 50 PLN i jeszcze nie napchać koszyka! Toż to się w głowie nie mieści. Myślę, że decydującym się na połów na takich łowiskach nie zależy na tym, żeby koniecznie złowić i zabrać rybę. Przecież te osoby mają pozostałą część Sanu i to za dużo niższą kwotę. Więc w czym problem - niech tam jadą złowić coś do złowienia.
Uff, ale się rozpędziłem.
Na zakończenie chciałbym dodać, że nie mogę doczekać się, aby połowić na Sanie na odcinku specjalnym - choćby z 1-2 dni, na więcej nie ma czasu i kasy. I jestem pewien, że wrócę z takimi samymi pozytywnymi wrażeniami jak z Raby i Wisły.
Pozdrowiam
Darek

Początek

Wydaje mi się, że błędnie rozumujesz pisząc, że poprzez kilka łowisk specjalnych naczalstwo chce zaciemnić koszmarny obraz naszych wód. Nic tego nie zaciemni. Choćby tych łowisk było 100 razy więcej.
Po prostu paru kolesiów zorganizowało coś co ich cieszy, a przy okazji cieszy innych bo robią setki kilometrów żeby tam być. Sukces takich łowisk potęguje więc czarny obraz reszty wód, bo kto jeździłby 500km po rybę jakby miał cokolwiek pod nosem?

Początek

Już nie rozumiem, o co tu naprawdę chodzi...

Jeśli jest łowisko A za 1 zł i łowisko B za 1000 zł; na obu są chętni do łowienia - to o co chodzi?

Miałem się nie odzywać, dokąd na końcu cyklu o specłowiskach nie zobaczę THE END, ale mnie już poniosło. Proszę autora o wytłumaczenie, o co mu tak naprawdę chodzi i jakie ma na ten temat dowody.

Początek

Bardzo istotna część tego cyklu, niestety nie mam zbyt wiele czasu na właczenie się w dyskusję.

Żeby wyprowadzić ją na bardziej konkretne tory z mroku "wydaje mi się" i "wierzę" albo "nie wierzę" i, bez używania epitetów, pokazać wartość argumentacji mającej na celu uzasadnienie z góry założonych tez, mających zilustrować skrajne opinie o innych i przypisywane im jak najgorsze cechy, kilka dodatkowych informacji.

Łowisko na Sanie jest samofinansujące się, a koszty jego prowadzenia są pokrywane ze sprzedaży licencji. Ten efekt został osiągnięty już w pierwszym roku funkcjonowania łowiska. Brak dofinansowania z budżetu ze składek jest istotnym elementem ekonomicznego prowadzenia łowiska. ZO odpowiada za składki wędkarzy i nie może dowolnie nimi dysponować. Prywatni dzierżawcy i organizatorzy łowisk mogą dysponować swoimi środkami dowolnie. I tak dysponują. A jak to robią to kwestia wiedzy, a nie wiary. A tą wiedzą i prawem do jej udostępniania dysponują najlepiej ci właśnie dzierżawcy. Nie wiem czy będą sie nią dzielić z byle kim. Ale to też ich prawo.

Łowisko na Sanie zostało powołane uchwałą ZO, w którego pracach uczestniczą wędkarze z kół okręgu. Prawdziwi reprezentanci prawdziwych wędkarzy. Nie wiem jakie ZO opisywane są w wypowiedziach tutaj zamieszczanych. Czy też jakie wyiobrażenia o członkach SZO są projektowane na prezentowane teksty. Ci członkowie ZO mieli wiele wątrpliwości i mnóstwo pracy koncepcyjnej poprzedzało powołanie tego łowiska. Początkowo decyzja została podjęta niewielką większościa głosów. Po pierwszym roku funkcjonowania łowiska decyzja o kontynuacji została poparta niemal jednogłośnie.

Łowisko na Sanie w swojej konstrukcji zakłada ograniczenie liczby łowiących w ciągu dnia (max. 60 licencji rocznych i max. 20 licencji dziennych). Stąd koszty funkcjonowania łowiska rozkładają sie na mniejsza liczbę wykupujących licencje. Kontrolowanie presji wędkarskiej jest jednym z elementów istotnych dla prowadzenia łowiska. Jest elementem racjonalnej gospdoarki rybackiej, a przez to wymagane rozporządzeniem, które traktuje o tworzeniu operatów rybackich. Jest to element ochrony wód.

Łowisko jest stale nadzorowane przez dwóch strażników. Koszty ich utrzymania sa pokrywane z dochodów łowiska. Koszty te liczył kiedys Tomek Płonka przy okazji innej dyskusji. One dzielą się na ograniczoną liczbę licencji. W przypadku licencji na to łowisko (jak i w ogóle w systemie licencji dziennych na inne łowiska) nie ma żadnych ulg.

Kilka słów o założeniach towarzyszących powołaniu i prowadzeniu tego łowiska.

Populacja lipieni na Sanie przez jej rabunkową eksploatację wędkarską jest w dużej mierze zależna od zarybień. TE prowadzone sa w oparciu o tarlaki z wód Okręgu. Złowienie tarlaków w zdziesiątkowanej i rozproszonej populacji było szalenie trudne. Łowisko specjalne jest rezerwuarem tarlaków lipieni do sztucznego rozrodu, a wylęgiem i narybkiem są zarybiane wszystkie wody Okręgu,. Dzięki temu można wyhodować ryby, które nie sa w stanie rzomnożyc się w takiej ilości żeby zaspokoić apetyty wedkarskie na "otwartych" wodach.

Łowisko na Sanie jest całą szerokością rzeki połączone z otwartym odcinkiem położónym poniżej. Natioralne i wymuszone wahaniami wody migracje ryb zasilają również ten odcinek poniżej.

Ryb się nie zabiera z łowiska na Sanie. A jego utrzymanie w takim kształcie kosztuje tyle ile musi kosztować. Nakłady są utrzymywane na racjonalnym poziomie. Zabieranie ryb z wody wiązałoby się z potrzebą uzupełnień. Warto pamiętać, że jest to woda poniżej zapory i elektrowni wodnje, ktore zaburzaja tok naturalnego tarła. Uzupełnienia zaś wiążą się z dodatkowymi kosztami, które musiałyby zostać przeniesione na cenę licencji.

To łowisko funkcjonuje NORMALNIE. Często słyszę tutaj oczekiwania NORMALNOŚĆI, nawoływania do tego, żeby było NORMALNIE. Więc chciabym odpowiedzieć, że tak właśnie jest normalnie. Wędkarstwo, jego zorganizowanie i utrzymanie na przyzwoitym poziomie kosztuje mnóstwo pieniędzy, zwłaszcza w zurbanizowanym środowisku. Można się na to obrażać ale to nie zmienia faktów.

Roztropnym działaniem jest praca nad tym jak koszty tego zorganizowania i utrzymania wędkarstwa zmniejszać. Jak je organizować dla różnorodnego jego poziomu i dostępności.

Za pracę nad tym, a nie za narzekania i rzucanie insynuacji wędkarze służacy innym zostają honorowani przez innych odznaczeniami i powiązanymi z nimi przywilejami. Skromnymi, zresztą. Jeżeli dzieje się inaczej to przyczyny leżą w innych miejscach niż niektórzy próbuhją insynuować. Ale to temat na inną dyskusję.

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski

PS. W innej wypowiedzi zauwazyłem informacje jakoby ZO w Krośnie postulował radykalne podwyższenie składek. Warto byłoby poznać źródło takiej informacji i jej wiarygodność. I ewentualnie argumenty za tym przemawiające. Argumenty, a nie insynuacje.

Początek

Drodzy Panowie, a może jest to lekarstwo na dobre łowisko dla działaczy lokalnych i tych z "wyzszej półki" odznaczonych odpowiednimi odznakami i wyróżnieniami??? Łowisko dobre, niezatłoczone i darmowe dla wybranych. Nie uważacie, że pachnie pewnego rodzaju "prywatą"? Brak "przecietnych to również możliwość uprawiania wędkarstwa w sposób "dowolny". Takie właśnie myśli przyszły mi do głowy w pierwszej kolejności.
Mariusz

Początek

Można tylko domniemać, że koszty prowadzenia łowiska SAN są dalekie od rzeczywistych i zachodzić może przypadek tzw. polityki kosztowej, czyli maksymalizacji kosztów, przy jednoczesnej minimalizacji dochodu....
Klasyka... manipulacji. Zamiast domniemywać warto byłoby pokusić się o rzetelną analize...
Wiem, że konkretne dane mogą być niedostepne dla przeciętnego zjadacza chleba. To źle... Nawet bardzo źle i chciałoby się na ten temat parę gorzkich słów powiedzieć.
Nie majac jednak tychże danych, nie jesteśmy uprawnieni do "gdybania", manipulowania...
Nie można porównywać nieporównywalnego. Z tego co mi wiadomo oba łowiska prywatne bazują na obrocie "rybą handlową", dbając oczywiście jednocześnie o dobrostan wody. San dziala chyba trochę inaczej...
To sa jednak tylko moje spekulacje i być może nie mające istotnego wpływu na rzeczy stan.
Rzeczywiście warto byłoby poznać czynniki wpływające na taką rozpiętość cen...
Smiem bowiem podejżewać, że przytoczone przez Ciebie "wieńce z rogami" stanowią nieistotny margines w tejmaterii...
Pozdrawiam Marek

Początek

Myślę ,że prowadzenie łowiska specjalnego jest po prostu interesem,
i jak się trafi na człowieka który kocha to co robi /i przyrodę/
, to wychodzi to jako tako/bardzo rzadki przypadek/,
w każdym innym , liczy się tylko i wyłącznie interes,
ale jest też faktem ,że ludzie na to zgadzają się dobrowolnie.
Myslę ,że jedynym sposobem uzdrowienia sytuacji jest zlikwidowanie
monopolu PZW, do dzisiaj nie wiadomo na jakich naprawdę zasadach
funkcjonuje dzierżawienie przez PZW jej wód gospodarstwom rybackim?
Podsumowując, gospodarka rybna w Polsce jest chora czyli zadna,
ale patrząc na działania ustawodawców w innych dziedzinach, ani lepsza ani gorsza.

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Aukcje wędkarskie

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).