Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 4,5 Ilość ocen: 2

Zabawa

Dwie Mrówki i Słoń bardzo się nudzili, postanowili, że zabawią się
w łapanego - chowanego!! Oczywiście słoń zaczynał szukać bo jest największy. Jedna mrówka schowała się za drzewem, słoń ją znalazł, a druga?? Szuka ją i nigdzie jej nie ma, nagle się zdenerwował i mówi:
- już mi się nie chce ciebie szukać MAM CIĘ W DUPIE!
a mrówka:
- skąd wiedziałeś !!!

Zabawa
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,5/5 (2)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

"PAN TO DOŁÓŻ"

Wodo, miłości nasza, tyś nam życie, zdrowie...
Ile Cię cenic trzeba, ten tylko się dowie
kto nadzieję utracił, że w Twej żyznej toni
jeszcze rybka za rybką kiedyś bedzie gonić.
Dziś piękno Twe w całej ozdobie ku pamięci
opiszę Hołd oddając Tobie:

więcej...

czyli ostatni zjazd ......
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,5/5 (13)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Wędkarskie tereny/Łowiska specjalne 

Łowiska specjalne

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 9004 
Komentarzy: 7 
ID: 12955 
Węzeł: 9837 
Ryszard Siejakowski

Gdy równo dwa lata temu, pisałem dla starego RO, dwuczęściowy artykuł pt. „Poza rok 2010”, pisałem go w odruchu protestu i sarkazmu na zjawiska, jakie występowały i miały charakter jednostkowy.. Pamiętam dwa komentarze do tego artykułu. Jeden Sławka Rybickiego, że jestem optymistą, bo opisane „łowiska specjalne” staną się powszechnością znacznie wcześniej. I drugi, utrzymany w tonie, aby nam taka zagłada idei wędkarskiej, nigdy nie zagroziła. Dzisiaj wiem, że to, co wyśmiewałem, staje się rzeczywistością, niestety….

Gdy słyszę wyrażenie łowisko specjalne, to za przeproszeniem dostaję odruchu wymiotnego. Odruch wymiotny bierze się zapewne stąd, że nie bardzo wiem, co ma stanowić o tej specjalności. Czy specjalne jest dlatego, że ktoś tak postanowił a w rzeczywistości mamy taki sam kanał, jak na innej wodzie, tylko za dodatkową opłatą. Czy specjalne jest, dlatego, że przeznaczone jest dla wędkarzy specjalnej troski, ze względu na wstydliwie skrywaną ułomność? A może specjalne jest, dlatego, że normalnego już nic nie może być? Jedno głupkowate wyrażenie a pytań więcej niż u księdza na spowiedzi.
Aby nie być kompletnie zielonym w temacie, zapoznałem się z regulaminami niektórych „łowisk specjalnych”, do niektórych dotarłem jako widz i tzw. gap, czyli „oglądacz”. Skojarzenia, jakie mi się nasunęły, można określić jednym zdaniem. To najczystsza farsa wędkarstwa i tyle ma wspólnego z wędkarstwem, co ma połów ryb za pomocą prądu elektrycznego z wędkarskim hobby. Gdy ktoś próbuje mi udowodnić, że jest to wysublimowana forma nowoczesnego wędkarstwa, to zaczynam go traktować jako czubka.
Jako nacja mamy dziwny dar naśladownictwa wszystkiego, co przychodzi z Zachodu. Bezkrytycznie zachwycamy się ich dokonaniami i rozwiązaniami, niezbyt zastanawiając się nad genealogia takich a nie innych rozwiązań. Określam to jako bezkrytyczne i bezsensowne małpowanie tylko, dlatego że tam się sprawdziło. Nie oznacza to jednakże, że musi się sprawdzić u nas. Nie ten poziom życia i nie ten poziom konsumpcji, które są głównymi czynnikami, takich a nie innych rozwiązań. Przyrównując to bardziej obrazowo, to tak, jakby wziąć chłopa prosto z pola i wsadzić go na siłę do promu kosmicznego. Mamy alternatywę, że prawdopodobnie nie przeżyje przeciążeń lub w najlepszym / a może najgorszym przypadku/ wróci na ziemię jako kompletny czubek.
Dla zobrazowania „charakteru” łowisk specjalnych, widoczek jednego z nich. Prowadzi je MZGRiW , czyli twór wywodzący się z PZW, który uwłaszczył się na związkowym majątku. Łowisko położone na skraju Puszczy Noteckiej. Głównie pstrąg tęczowy, trochę potokowca i jakieś tam świntuchy, typu karp. Łowimy pstrąga na …. kukurydzę, robactwo. Połów na wirówkę zakazany, aby nie ranić. Rewelacja i wyższa szkoła jazdy w wędkowaniu. Siedzę sobie i obserwuje „zmagania” mistrzów kija na łowisku specjalnym. Żadnej finezji, brutalna siła sprzętu i ludzkiej bezmyślności. W odruchu sarkazmu, proponuję łowiącemu gostkowi, aby zamiast kukurydzy założył filtr od papierosa. Zakłada. Głupi hodowlany mutant, wali w filtr tak samo skutecznie jak w kukurydzę. Po godzinie łowienia, dumni łowcy z wiaderkami pstrągów zasuwają do kasy, aby uregulować należność. Kilo pstrąga kosztuje o połowę więcej niż w markecie. Paranoja.
Drugi przykład. Pewien niewielki zalew na południe od Poznania. Kolejny wymysł inteligentnych władz okręgowych. Nawalono sandacza do oporu i stworzono kolejne łowisko specjalne. Wędkarze „specjaliści” łowią sandacze do bólu. Wynik 20 sztuk dziennie to żadna rewelacja. Ile jest rzeczywiście zabieranych do bagażników samochodów nikt nie wie. Łódki kursują, co dwie godziny do brzegu i po kilku chwilach wracają. Domyślam się, że kulturalni wędkarze, płyną do brzegu, aby załatwić tam swe potrzeby fizjologiczne. Zapewne minister, Sławoj-Składkowski, byłby dumny, że nie do wody. Po dwóch latach z łowiska specjalnego zostają tylko wspomnienia. Wychodzi na to, że za często sikali.
Zastanawiam się, jaki jest cel takich łowisk specjalnych?
Zapewne decyduje, tzw. element ekonomiczno-propagandowy. Ekonomiczny, bo dziwnie duży jest udział tzw. działaczy w pracach zleconych na rzecz łowiska specjalnego. A to jakaś pseudo ochrona, a to prace zlecone w związku z zarybianiem. Za wszystko się oczywiście płaci z kasy …no oczywiście związkowej, czyli składek. Nie miałbym nic naprzeciw gdyby było to przedsięwzięcie czysto komercyjne. Panowie „działaczowie”, biorą kredyt komercyjny na planowane przedsięwzięcie i gwarantują go, własnym majątkiem. Zapewne wtedy ilość prac zleconych i umów o dzieło, drastycznie by spadła. Wzrosła by zapewne również efektywność gospodarowania. A tak można brać z kasy, bo nie moje. Koszty horrendalne, co nie oznacza, że rzeczywiste. A propagandowy wydźwięk, to oczywiste. Gdy wokół totalne bezrybie, to zawsze można się pochwalić jakimś gównianym łowiskiem specjalnym. W czasach realnego socjalizmu, były tzw. sklepy za żółtymi firankami. Na rynku nic nie było albo było niewiele, ale w sklepach za żółtymi firankami można było kupić wszystko. Dzisiejsze łowiska specjalne prowadzone przez stowarzyszenie wędkarskie, zwane PZW, to takie sklepiki za żółtymi firankami. Jak to się ma do zapisów statutowych, to każdy powinien rozstrzygnąć na własną rękę. Statut znam jak mało kto i nie znalazłem zapisu o szczególnym traktowaniu łowisk specjalnych. Jest za to zapis należytej dbałości o powierzone mienie /a więc wody dzierżawione, użytkowane jak i własne/ z punktu widzenia właściwego pod względem jakościowym oraz ilościowym pogłowia ryb. Zarybienie jednej glinianki czy kaczego dołka, kosztem pozostałych wód, to najzwyczajniejszy przekręt i całkowity brak odpowiedzialności. Jeśli takimi metodami, działacze chcą sobie poprawić samopoczucie, to gratuluję …głupoty i bezczelności.

/cdn/

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

Moim zdaniem, Rysiu, są potrzebne dwa rodzaje łowisk specjalnych. Jeden - tak jak opisujesz - tzw. burdele, gdzie pospólstwo jedzie wyłącznie "po ryby", czyli są to łowiska dla większości wędkarzy dla których celem jest pełna lodówka i słoiki z rybimi pulpetami. Drugi typ, dla "mniejszości" to specjalnie chronione łowiska o walorach przyrodniczych zbliżonych do naturalnych. Tam mniejszość wędkarska jedzie złowić rybę w ładnym otoczeniu, ale niekoniecznie ją zjeść. Powstawanie obydwu rodzajów łowisk jest koniecznością, gdyż sposób gospodarowania na naszych wodach, RAPR i sami wędkarze doprowadzają do kompletnego bezrybia. Za 2-3 lata i my będziemy pewnie stawać przed wyborem który rodzaj łowiska nam odpowiada i tam wydamy kasę. Albo czy jechać do innych krajów na ryby. Choć - jest jeszcze alternatywa, że pojedziemy nad Wartkę, zarzucimy przystawki i popijając piwko b edziemy gapić się w falujące spławiki. A może uwiesi się 15cm okaz okonia? Szanse zawsze będą...

Początek

Witam

Jak w tytule może jednak Panowie Ryszard i Jerzy mają rację oboje.
Otóż pomyślałem sobie, że Ryszard nie tyle podważa słuszność powołania do życia tzw. "łowisk specjalnych" w ramach wód dzierżawionych przez PZW, ile podważa sens tej czynności przy takim jej wykonaniu. Zapewne chodzi o brak kontroli i powszechne wędkarskie (już nie w cudzysłowiu) kłusownictwo lub może bardzie dosadnie złodziejstwo przeniesione z wód niespecjalnych. Nie wyobrażam sobie aby mógł mieć pretensje do przysłowiowego szarego klienta specłowiska o zabicie ryby lub wręcz złowienie jej w sposo powszechnie uznawany za niegodziwy, skoro wnosi on opłatę, jest nastawiony na zdobycie białka i na skomercjalizowany ale mimo tego jednak kontakt z przyrodą. Przecież nie wszyscy lubują się w przedzieraniu się przez krzaczory lub rocznym wyczekiwaniu na jedno branie karpia gigana. Części wystarczy spokojne przesiedzenie nad stawem i złowienie tucznika (karpia lub tęczaka) na kukurydzę. Sam niejednokrotnie jestem klientem takich przybytków i choć nie nazywame tego wędkarstwem to hol 5 kg. ryby daje mi taką samą frajdę jak na dzikim jeziorze a zareczam Wam, że tęczaki smakują tak samo jak w sklepie. Niestety łowisko takie musi być pilnowane, doglądane i dbane nie od wielkiego przypadku lecz na codzień i zapewne oto chodzi Ryszardowi. W mojej okolicy są łowiska czysto komercyjne, których właściciele wyłożyli własną kasę lub znaleźli inwestorów jak i te PZW i muszę powiedzieć, że obydwa są dobrze pilnowane.
Jerzy również moim zdaniem ma rację, ponieważ uważam tak jak on, że utrzymanie takiej dostepności do wody i jej "naturalnych" zasobów w tak niskiej cenie jest generalnie niemożliwe i skazane na niepowodzenie. Presja wędkarska jest w chwili obecnej tak duża, że wyłowimy wszystko dlatego też powinniśmy ograniczać presję bez odwoływania się do uczuć wyższych i na wybranych wodach zwiększyć opłaty i zarybienia. To wydaje się oczywiste jednak jest to niesamowicie ciężkie do zaakceptowania i to już nie tylko dla szarych członków ale i dla wierchuszki. Zarówno jedni jak i drudzy wcale nie pragną poprawy lub może inaczej... każda ze zstron tę poprawę rozumie inaczej. Szare ludki mówią w większości "płacę to niech kto inny robi" a wierchuszka mówi "nie mogę ograniczać bo mi wpływy spadną" i cały problem polega na tym aby jedni i drudzy wreszcie zrozumieli, że tak nie można dalej. Niestety trudno też powiedzieć kto pierwszy i komu łatwiej byłby skłonny zrezygnować z przywilejów, czy szaraki czy wierchuszka. W przeicwieństwie do Jerzego uważam, że łatwiej przyjdzie to zrobić szarakowi gdyż tak się w tej chwili dzieje. To szaraki jadą na komercję (San, Wisła, Piaseczno), to szaraki przyjmują do wiadomości ograniczenie wejściówek na teren rezerwatu Pasłęki do 200 rocznie i jednego kropka i to szaraki spragnieni mięsa idą nad gliniankę a nie wierchuszka zasłaniająca się "wolą ludu". W tej kwestji niestety nie zgadzam się z Jerzym i choć zdarzają sie chlubne wyjątki to niestety pozostaną długo jeszcze wyjątkami.
Reasumując komercja choć tego nie chcemy już dawno wkradła się w nasze spokojne wędkarskie życie i moim zdaniem będzie miała zbawienny wpływ na obraz naszych wód. Komercja spowoduje podział wód na specłowiska-burdele (stawy, glinianki, jeziora Piaseczno), łowiska z ograniczonym dostępem (tych mam nadzieję będzie najwięcej jak San, Wisła, Pasłęka) i wody dostępne ogólnie do których będzie się dokładać i o które też będzie trzeba dbać.

Panowie wydaje mi się, że wszyscy tutaj myślimy i troszczymy się oto samo jednak tak jak w codziennym życiu niemożemy często dojść do porozumienia jak osiągnąć ten sam cel czyli wreście przestać wracać o kiju w ryb a jeśli już to na własne życzenie. Bo czyż nie to jest najprzyjemniejsze w wędkarstwie.
Pozdrawiam
Andrzej

Początek

Szykuje mi się dłuższa wypowiedź. Mam nadzieję jednak, że nie rozpiszę się tak, jak Jerzy...

Po pierwsze - rozróżnijmy dwa rodzaje specłowisk (SŁ). Jedne służą wędkarzom do maksymalnego zaspokojenia rządzy połowu (a czasem również rybiego mięsa). Nie musi być to jakiś wielka woda, czasami wystarczy mikroglinianka lub wybetonowany zbiornik ppoż, żeby interes zaczął się kręcić. Przepis jest prosty - wpuszczamy maksymalną liczbę łatwych do złowienia i głupich ryb (szczególnie karpi i tęczaków), ustalamy stawkę i jazda! Tłumy nad wodą, wiadra z rybami... Byle kiep za jednym wyjściem nałowi więcej, niż przez dekadę na normalnej rzece. Po pewnym czasie część zarobionych pieniędzy przeznaczamy na dorybianie, a pozostałe na dowolnie wybrany cel. Drugi zaś typ SŁ to wody, które mają po prostu dobrych gospodarzy - takich, którzy rozumieją, że określone przez RAPR przepisy w połączeniu z wysoką presją wędkarską powodują szybkie wyrybienie wody. Wprowadzają więc zaostrzone limity i wymiary oraz zazwyczaj niewygórowaną opłatę za korzystanie z wody, będącą zaporą przed zalewem wędkarzy, a pozwalającą na systematyczne uzupełnianie strat w rybostanie.

Oba SŁ są w istocie zupełnie różnymi organizmami, zaś wspólna im nazwa (dość - muszę przyznać - niefortunna) ma jedynie zaznaczyć ich odmienność od wód powszechnie dostępnych w ramach standartowych opłat.

Czy SŁ są potrzebne? Tak, bardzo, i to oba ich rodzaje.
Pierwszy - ponieważ powoduje odpływ mięsiarstwa znad wód ogólnodostępnych. Jeśli facet na SŁ bierze do domu wiadro pstrągów, to zapewne nie zawahałby się zrobić podobnie (o ile tylko miałby taką okazję) nad wodą dostępną ogółowi. Niech więc siedzi sobie nad bajorkiem i tam pozyskuje cenne rybie białko, w dodatku za to płacąc.
Drugi - ponieważ daje szansę na racjonalną (a w każdym razie racjonalniejszą) gospodarkę wędkarską, niż ta prowadzona na wodach ogólnodostępnych.

Mam więc nadzieję, że SŁ będzie systematycznie przybywać. Coraz więcej łowisk ma swoje wewnętrzne regulaminy, a stąd już krótka droga do wyłączenia ich spod opłat ogólnych. Jeśli mam jakąś wątpliwość, to tylko jedną - czy godzi się za pieniądze ogólnozwiązkowe (a więc także i moje) zarybiać SŁ w początkowej fazie ich istnienia, a później jeszcze kazać mi płacić za wędkowanie na nich? He, nie to, że skąpy jestem, ale to chyba cokolwiek nie fair...

Początek

SPECJALNY przymiotnik - mający jakiś wyjątkowy, niezwykły cel; dotyczący wybranego przedmiotu lub osoby, charakterystyczny dla celu lub osoby, charakterystyczny dla czegoś szczególnego.
SPECJALISTYCZNY przymiotnik - związany z pewną dziedziną, dotyczący jakiejś specjalizacji, odnoszący się do specjalisty.
Tyle "SŁOWNIK WSPÓŁCZESNEGO JĘZYKA POLSKIEGO" tom 2, wyd. 1998 r.
Bardzo tęsknie za łowiskami SPECJALISTYCZNYMI przygotowanymi do przyjęcia określonej z góry przez regulamin niniejszego tworu grupy ludzi chcących spędzić czas w "normalnym", ze swojego punktu widzenia, towarzystwie. Jeśli łowiska będą tworzone z głową to ja chętnie, w miarę oczywiście do swoich możliwości finansowych, będę z nich korzystał. I pod tym względem niech ICH będzie jak najwięcej.
Jeśli to będzie dziura w ziemi z wpuszczonym melanżem to dzięki bardzo (chyba o to chodzi: Specjalna dziura w ziemi nie jest wypełniona błotem a SPECJALNIE wodą i rybami).
A "burdele" też są różne: można się zatrzymać w trasie (powyżej 80 km/h wszystkie są ładne) za 30 PLN a można zapłacić 2000 PLN za "zjawisko".
Piotr Janczak (JJP)

Początek

Ryszardzie,

Żeby potraktować temat na początek nieco na wesoło to przypomnę skecz z lat 80-tych prezentowany przez słynny Kabaret Elita. Najlepiej zrozumiały dla tych, którzy tamte czasy pamiętają. Dla innych powiem, ze skecz parodiował argumentację "komuny" i jej krytykę "zachodu".

Opowieść dotyczyła krajów "zachodnich", gdzie nie było sklepów "normalnych" tylko same "Pewexy". W tych "pewexach" nie było tłoku. A dlaczego? Bo ludzi na "zachodzie" nie stać na kupowanie w nich. Z tego też powodu miało być w tych "pewexach" na "zachodzie" tak wiele towarów. Natomiast "u nas" to nie było towarów w sklepach bo "u nas" ludzie bogaci, stać ich i wszystko wykupią.

Podobnie "humorystyczny" charakter miały powstające w Polsce w tamtych latach "sklepy komercyjne". Określenie czysto tautologiczne, bo jakie niby miałyby być sklepy jak nie "komercyjne". Widać takie były. Właśnie sklepy "normalne" były "niekomercyjne". Produkcja też była "niekomercyjna". Bo przedsiębiorstwo "kapitalistyczne" było "nastawione na zysk", a do socjalistycznego trzeba było dopłacać. Póki było z czego czerpać..... A jak proste rezerwy się skończyły .... Tak jak w naszych "łowiskach" teraz. Z gruntu niekomercyjnych.

Kolejnym "kuriozum" były pojawiające się gdzie niegdzie towary o "cenach kalkulacyjnych", w niekórych sklepach nazywane "karkulacyjnymi". Te ceny "kalkulacyjne" były przeciwieństwem cen "normalnych" czyli dekretowanych administracyjnie, pod presją "oczekiwań społecznych" i zagrożonych ryzykiem "gniewu ludu" i "słusznych protestów" w przypadku ich podwyższania. Jak nasze składki.

Oczywiście, takie podejście do handlu, płynące z "małpowania" obrzydliwych wzorców "zachodnich" budziły początkowo protesty obrońców świetlanego, "naszego" porządku. Po krótkim czasie okazało się, że jednak tak się "da", że w ten "nowy" sposb jest nawet lepiej, że wreszcie widać na co nas stać, a sposób "nasz" doprowadził do pustych półek i do powszechnego niedostatku.
Okazało się, że jedynym sposobem prowadzenia sklepów jest przekształcenie ich wreszcie w instytucje "komercyjne", a sposobem na ustalanie ceny jest jej "kalkulowanie" czyli określenie kosztów i przychodów oraz zapewnienie zysku pozwalającego na rozwój.
Potem doszło jeszcze usprawiedliwienie dla mechanizmów gry rynkowej, uwzględniania mechanizmów wynikających z podaży i popytu, gdzie towar rzadki, a pożadany jest drogi, dużo droższy niż koszt jego wytworzenia, a towar masowo produkowany, pośledniej jakości, jest tani i powszechnie dostępny.

Jestem całym sercem za wędkarstwem opartym na zasobach natury. O tym właśnie piszę w moich artykułach i w dyskusjach. Natomiast jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że postępująca dramatycznie urbanizacja naszego środowiska, rosnąca populacja chętnych do uprawiania wędkarstwa, mobilność wędkarzy, dostępność sprzętu i doskonalenie umiejętnoci wymaga zmian w podejściu do jego organizowania. Nie na zasadzie mody ale w wyniku pewnych konieczności. Poza tym zdaję sobie sprawę jak drogie jest wędkarstwo "naturalne" i jak niewiele regionów i krajów na świecie stać na jego utrzymywanie, a niewielu wędkarzy stać na korzystanie z niego. Poza regionami Ziemi gdzie jeszcze gęstość zaludnienia jest niewielka, wód obfitość, a dostęp do nich utrudniony. To zaś nie dotyczy terytorium Polski.

Opisałeś sytuacje skrajne - "łowiska", kóre nie są niczym innym niż sklepami rybnymi z funkcją samodzielnego wyciągnięcia ryby z wody. Taki rodzaj sklepu samoobsługowego. One nie mają nic wspólnego z łowiskami, mimo, że powołują się na związek z wędkarstwem.

O pomówieniach już nie wspomnę, bo ten poziom dyskusji mi nie odpowiada. Z takimi tekstami dotyczącymi innych ludzi trzeba zwracać się do odpowiednich instytucji stosujących prawo. Inaczej jest to plotkarstwo i "mówienie fałszywego świadectwa".

Natomiast musimy zdać sobie sprawę z tego, że większość (jeżeli nie wszystkie) naszych wód opiera się na rybach wpuszczanych, wyhodowanych w wylęgarniach. Małe znaczenie przykłada się do tworzenia warunków do samodzielnego rozmnażania się populacji (to jest trudne i drogie, skomplikowane i ryzykowne, a przy tym wymaga wielkiej wiedzy).
Jedyna różnica to taka, że wpuszczany narybek dłużej przebywa w wodzie niż wymiarowa ryba wpuszczona do łowiska. Przez to, żeby nie powtarzać wielu już odbytych dyskusji i argumentów w nich przytaczanych, jest wielokrotnie droższa niż ryba duża, wyhodowana i wpuszczona do wody do wyłowienia. Tak jak się to robi na łowiskach w krajach o podobnie jak w naszym zurbanizowanych wodach.

I znów nie jest to kwestia "mody" czy ślepego naśladownictwa tylko konieczności ekonomicznych i "kalkulacji" nakładów i efektów.

I o to kalkulowanie efektów i nakładów, wybieranie najbardziej sensownych przyrodniczo i ekonomicznie rozwiązań, chodzi w większości moich komentarzy.

Mam nadzieję, że po "cdn" kończącym ten artykuł zaprezentujesz w nastepnych odcinkach koncepcje zagospodarowania łowisk, które będą wzorem dla tych nieświadomych "zachodnich" gospodarzy wód, a na nas będą mogły spłynąć obfitością doskonałych łowisk powszechnie dostępnych, tanich i eksploatowanych do woli. Zawierających dzikie ryby w wielkiej obfitości, pływające w naturalnym środowisku naszych rzek i jezior. Mam nadzieję, że zobaczę konkretne kalkulacje i uzasadnienia bilansu przyrodniczo-ekonomicznego takich łowisk z uwzględnieniem źródeł ich finansowania i zakresu obsługi.

Na razie te łowiska, które są określane jako "specjalne", czyli te o kontrolowanej presji, o adekwatnych do niezbędnych nakładów kosztach uzyskania licencji na uprawianie przyjemności jaka jest wędkarstwo, o monitorowanym zarybieniu są łowiskami normalnymi.
Natomiast wszystkie te, które sa "normalne" w naszej rzeczywistości, są w rzeczywistości "specjalne" jak niegdyś "normalne", "niekomercyjne" sklepy o "niekalkulacyjnych" cenach, w których królowały ocet i musztarda. Te ostatnie istnieją na skutek długotrwałego nacisku "zwykłych wedkarzy", których kiedyś omamiono "powszechnością wędkowania" prawie za darmo, a które to "dobro" traktują w większości jako rodzaj "nabytych praw człowieka", które są skłonni realizować mimo wszystko i wbrew własnym interesom, mamiąc sie tymi mrzonkami dalej. Teraz już niezależnie od innych. Są skłonni bronić tych "praw nabytych" aż do poziomu "octu i musztardy". Najgorzej, że niektórzy potencjalni przywódcy wędkarzy, pozornie opozycyjni wobec "starego układu" utwierdzają ich w takim pojmowaniu gospodarki wędkarskiej. A za jedyną drogę do pozytywnych rozwiązań uznają "domaganie się".

A nas po prostu na normalne łowiska nie stać, bo one wymagają takich nakładów jak obecnie nieliczne łowiska "specjalne" (San, Raba, Wisła, Piaseczno) i podobnego poziomu opłat (licencji, składek itp.). I mnóstwa ludzi zatrudnionych do ich obsługi albo/i poświęcających swój czas i wysiłek w ramach stowarzyszenia. Za półdarmo jest "ocet i musztarda". I alternatywa w postaci "samoobsługowych sklepów rybnych", które odpowiadają niektórym - zwłaszcza tym, egoistycznie nastawionym, którzy chcą zapłacić tylko za to co złowili i nie chcą podejmować ryzyka wrócenia z wody "o kiju", naturalnie związanego z uprawianiem naszego hobby.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski

Początek

Dariusz Żbikowski

A mnie się marzy by były TYLKO łowiska specjalne.
I bardzo mnie cieszy, że jest ich coraz więcej.

Początek

Wydaje mi się ze ten typ łowisk, który opisujesz zwany potocznie "burdelem" to jedna strona medalu, a konieczność tworzenia na naszych wodach łowisk o innym niż RAPR regulaminie to druga strona. Niechybnie dążymy do takiej rzeczywistości, że jedynie łowiska specjalne ( jak San czy Wisła pana Wilka) dają wędkarzowi jakąkolwiek możliwośc złowienia ryby. Łowiskami specjalnymi pewnie niedługo staną się odcinki rzek - krainy ryb łososiowatych na których będzie w ogóle cokolwiek pływać. Łowiska karpiowe czeka to samo. Reszta rzek i jezior będzie pusta. Jeżeli właściciel wody zachowa w miarę charakter przyrodniczy i w miarę naturalną populację ryb to nie mam nic przeciwko takiemu łowisku specjalnemu. Jego specjalność będzie polegała na tym że będzie to "normalność" czyli koniec mięsiarstwa i bylejakości w utrzymaniu łowiska. Wyobraź sobie ile ryb naturalnie powinna pływać w Warcie. Jakieś 100 albo 200 razy tyle co pływa. Jakieś bzdety o karłowacieniu i ograniczonych zasobach pokarmu to w większości przypadków po prostu wymówka gospodarzy wód. Naturalnie to prawie każda woda mieści wielokrotnie więcej ryb niż plany zarybień i odłowów podają. Tak mi się wydaje przynajmniej.
Łowienie tęczaków i karpików w stawach niech się odbywa tak jak jest, nam nic do tego. Jest buraczany klient, jest buraczany produkt dla niego. I tyle. Szkoda, że reszta wód musi zostać kompletnie wyrybiona aby gospodarzom otworzyły się oczy, albo nastali nowi gospodarze. Na niektórych wodach pewnie powstaną łowiska jak na Sanie czy Wiśle, i tam wybrańcy będą płacić 5 dych za dzień. To i tak taniej ( w przeliczeniu na złowioną rybę) niż robienie setek kilometrów autem i wracanie o kiju z 90% wypraw wędkarskich. A łowiska te nie są stawami z tęczakami, co biorą na kipy.

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Kiedy wybrać się na ryby? Będą dziś brały czy nie? Na tem pytanie odpowie Ci księżycowy Kalendarz brań Jak wiadomo, księżyc ma wpływ na wiele zjawisk zachodzących na ziemi, na brania ryb także.

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).