Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 0 Ilość ocen: 0

Stanie

Jedzie facet samochodem autostradą i w pewnej chwili zachciało mu się siusiu, jedzie dalej.
Kiedy nacisk na ścianki pęcherza zwiękrzyły się, zatrzymał się, wszedł w las i zaczął sikać.
Po chwili mówi do swojego penisa:
- kiedy ci się chce, to ja zawsze staję.

Stanie
  • Obecnie 0 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 0/5 (0)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Rybowanki limerykopodobne c.d.

Pewna brzana, znane w Rabie kurwiszcze
zadała się raz z wędkarskim mistrzem
i tak długo nęciła go dupą, czyli zadem,
aż mistrz, g-ruchając, popadł w przesadę
i teraz w nowej dyscyplinie błyszczy.

*

Płotka z Wisły, znana cichodajka
bardzo chciała wiedzieć, gdzie szczupak ma jajka?
Zachodziła go z przodu, zaglądała z tyłu,
ale jajek nigdzie nie było.
Stąd wieść poszła: szczuk jajka, to bajka!

Rybowanki limerykopodobne c.d.
  • Obecnie 3,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,6/5 (5)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Rybie Oko/Artykuły/Wspomnienia/Latający szczupak 

Latający szczupak

Ocena: 5 Ilość ocen: 2Ocena: 5 Ilość ocen: 2Ocena: 5 Ilość ocen: 2Ocena: 5 Ilość ocen: 2Ocena: 5 Ilość ocen: 2Ocena: 5 Ilość ocen: 2
Ocena: 5 
Ilość ocen: 2 
 Ilość wyświetleń: 5603 
Komentarzy: 3 
ID: 24185 
Węzeł: 16261 
Jarosław Szczepaniak

To był mniej więcej rok 65 może 66 - poprzedniego stulecia. Jak zwykle w niedzielę całą rodziną byliśmy nad wodą – nad Pilicą. Ojciec zawsze znał doskonałe miejsca nadające się zarówno do wędkowania jak też do kąpieli i opalania

Poniżej mostu kolejowego – tam, gdzie kręcono „Czterech pancernych” – nie było jeszcze progu, rzeka nie była wtedy regulowana, płynęła szerokim korytem. Gdzieniegdzie jej nurt spowalniał, aby za chwilę z powrotem przyspieszyć. W pobliżu brzegu było mnóstwo jeziorek i starorzeczy. Brzegi porastały wierzby i olszyny.

Właśnie wśród olszynek, na małej polance tuż przy wodzie, było nasze miejsce piknikowania. Z jednej strony była rzeka, z boku starorzecze, a wokół rosły olszyny. Rodzice mieli upragniony cień, opodal my, beztroskie dzieciaki, mieliśmy wodę i plażę.

Tata rozkładał zawsze najpierw swoje wędki, aby nikt nie zajął jego ulubionego miejsca. Mama zajmowała się rozłożeniem koca i zabezpieczeniem żywności przed robactwem i psami, które przychodziły z pobliskiej wioski. Dzieci, natomiast, – czyli ja i moje dwie siostry – baraszkowaliśmy w piasku na plaży. Dopiero, gdy wszystko na polance było „urządzone”, a ojciec siedział już na swoim wędkarskim stołeczku na wprost tak, aby nas widzieć, wolno nam było wejść do wody.

Pilica była zdradliwą rzeką. Tam, gdzie wczoraj woda sięgała do kolan, za kilka dni mogło być już o wiele głębiej. Ciągle niesione wodą piaski, wciąż zmieniały ukształtowanie dna, tworząc łachy, rynny i wysepki.

Nasza mama zajmowała miejsce na kocu, zawsze mając ze sobą jakąś lekturę do czytania. Często też doglądała nas czy, aby na pewno wszystko w porządku. Jak to matka…
Ojciec natomiast siedział na swoim stołeczku i tylko z daleka wydawał odpowiednie polecenia. Był dobrym wędkarzem, specjalistą od spławika, choć inne metody, w tym i spinning nie były mu obce. To przecież on uczył mnie „rzemiosła”! Choć, nie obyło się bez sensacji, kiedy zamiast ciasta i zarzucania zestawu do wody, ja wolałem podstawiać żółty kwiatek na haczyku żabie. No cóż, poznawałem wszelkie możliwości wędkarstwa… :)

Tak, więc, ojciec łowił sobie na spławiczek płocie, leszcze, czasem podeszła świnka lub kleń. Często, gdy złowił płotkę nadającą się na żywca, zarzucał też szczupakówkę na drugim kiju.

Owej niedzieli też tak właśnie zrobił – postawił kija na szczupaka.

Traf chciał, że od ostatniego naszego wspólnego pobytu zmieniła się niebezpiecznie głębokość naszego kąpieliska. Chcąc, nie chcąc, ojciec musiał zostawić swoje zajęcie i iść z nami spory kawałek dalej, abyśmy pomoczyli się w wodzie. Zabrał spławikówkę, zostawiając mamę z żywcówką i wskazówkami, co ma zrobić, gdy spławik schowa się pod wodę. Miała go wołać.

Najbliższe kąpielisko było oddalone o około 80 metrów. Tata zarzucił swoją wędkę, a my szaleliśmy w wodzie.

Czas mijał, w wodzie było fajnie i przyjemnie, a i od czasu do czasu wieszała się jakaś płotka…

Nagle, naszą uwagę przyciągnęły wrzaski i krzyki po drugiej stronie rzeki, gdzie inne rodziny wraz ze swoimi dziećmi zażywały podobnej sielanki. W tym momencie dotarło do ojca, że to właśnie nasza polanka przyciąga uwagę gapiów. Natychmiast zarządził, że mamy wychodzić z wody i biec do mamy, sam w pośpiechu zwijając wędkę.

Ruszyliśmy wszyscy biegiem, potykając się po drodze i obijając jedno o drugie.

Mniej więcej w połowie drogi dotarły do nas wrzaski dzieci i krzyki dorosłych.

- O rety, łeb mu urwała! – Wołali dorośli.

- Patrzcie, patrzcie! Kobita rybę złapała! – Wołały rozbawione dzieci.

Gdy przybiegliśmy na miejsce, było już po wszystkim. Mama stała roztrzęsiona, z boku oparty o olszynę był taty bambusowy kij, a na drzewie wisiał zimny trup…:(

Po krótkiej relacji, okazało się, że na żywcówkę, pozostawioną pod opieką mamy wziął szczupak, tak na oko czterdzieści centymetrów. Kawał byka…!

Mama krzyczała, wołała, ale nikt się nie zjawiał, więc, nie mając innego wyjścia i jako żona wędkarza, złapała kij i cięła niemiłosiernie aż szczupak „wyfrunął” z wody, przelatując lotem koszącym przez najbliższą olszynę. Biedna ryba, w locie, albo na widok rozjuszonej kobiety, dostała chyba zawału serca – bo już się więcej nie poruszyła.

Ojciec, nie mając innego wyjścia tylko opuścił rybę, odciął zestaw i dopiero przeciągnął żyłkę przez gałęzie.

Nikt z nas nawet nie śmiał się śmiać, dopóki gromkie śmiechy i oklaski gapiów z drugiej strony Pilicy, nie rozładowały napiętej sytuacji. Pierwsza mama się uśmiechnęła, potem my wszyscy buchnęliśmy w śmiech…:)

To był pierwszy i ostatni szczupak złowiony przez moją mamę, ale drugą rybę złowiła na rakietę od badmintona, gdy lotka upadła tuż przy wodzie. To był dorodny byczek – sumik karłowaty.

Tak, właśnie – między innymi - mój ojciec uczył mnie sztuki wędkowania, a mama obserwacji ryb. Z doświadczenia przeprowadzonego przez mamę wiem, że ryby doskonale pływają, ale nie potrafią latać – mają słabe serca…:)

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

Świetne !!! Piękny obraz wspólnego odpoczynku całej rodziny !

Początek

hihihi dobre znam to z ................kiedys tez tak zaczynalam

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Darmowy ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany Odoo

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).