Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 3 Ilość ocen: 46

Wiek ryby

Jak poznać wiek ryby?
- Po oczach. Im oczy dalej od ogona, tym ryba starsza.

Wiek ryby
  • Obecnie 3 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,2/5 (46)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Niepoprawny krytyk

Czapku w czapce lub bez czapki.
Chyba masz na oczach klapki?
Ciągle coś Ci w poprzek leży.
Czas byś w siebie już uwierzył!

więcej...

Niepoprawny krytyk
  • Obecnie 3,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,6/5 (5)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Wspomnienia/Wspomnienia z dobrych czasów 

Wspomnienia z dobrych czasów

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 4882 
Komentarzy: 3 
ID: 8516 
Węzeł: 7114 

Ja zabierałem go na ryby, a on nigdy nie ruszał się z domu bez piersióweczki śliwowicy, oczywiście własnego pędzenia. Był to niesamowity trunek, dość mocny, miał piękny aromat i niezapomniany smak. Do dziś milo wspominam ten smak, choć właściwie nie przepadam za alkoholem.

W latach obfitości sandacza w Zalewie Sulejowskim, często jeździłem na nocki. Moim towarzyszem był mój śp. sąsiad, pan Stasio.

Był to już starszy pan, w wieku 76 lat. Niemniej jednak, bardzo energiczny, zabawny, miły i koleżeński. Był nie tylko wędkarzem, był myśliwym i zagorzałym obrońcą przyrody. Kochał zwierzęta i te kochały jego. Jako jedyna ze znanych mi osób mógł bez problemu pogłaskać każdego psa, a ten zamiast warczeć i atakować najzwyczajniej łasił się do niego. Miał w sobie jakiś dar, był powszechnie lubiany.

Na łowisku ja zajmowałem się łowieniem żywców, a pan Stasio doglądał „dobytku” i przenosił złowione rybki do dołka w ziemi, wypełnionego wodą. Najlepszą przynętą był łatwy do złowienia jazgarz, którego zakładaliśmy na hak za ogon i odcinaliśmy głowę. Zawsze ustawialiśmy swoje wędziska blisko siebie, co dawało nam gwarancję ich upilnowania. Moje kije ustawiałem około 1,5 m, jeden od drugiego, a pomiędzy nimi stojący sygnalizator brań, własnego pomysłu. Zrobiony był z samochodowej lampy sygnalizacyjnej. Ten sygnalizator oznajmiał branie zielonym lub czerwonym światełkiem i piskliwym dźwiękiem. Były wtedy nawet takie przypadki, że po zarzuceniu zestawu, kiedy chciałem powiesić na żyłce dzwonek i wprowadzić ją pod zacisk sygnalizatora, nagle poczułem szarpnięcie, oznajmiające branie ryby.

Warto dodać, że ze względu na charakter dna, łowiliśmy „na sztywno”, z zamkniętym kabłąkiem kołowrotka. Polegało to na tym, że po zarzuceniu, napinałem żyłkę, wieszałem dzwonek opuszczając go do samej ziemi i dopiero wkładałem w zaciski sygnalizatora. Powód był bardzo prosty, łowiliśmy w miejscu, gdzie była duża ilość zaczepów, a i tak złowionym sandaczom haki trzeba było wyciągać przy pomocy szczypiec chirurgicznych z przełyku. Wszyscy moi znajomi mówili na to miejsce „w pieńkach” i nie było w tym żadnej przesady, bo kiedy wypełniano wodą nowo powstający Zalew Sulejowski, ścinano drzewa, jak komu pasowało. Nikomu nie chciało się schylać, więc ścinano na wysokości pasa, czyli około metra.

Pod piaskiem na plaży miałem zakopane cztery kołki, które wbijałem w ziemię i naciągałem folię. Taki prowizoryczny namiot chronił nas od deszczu i wiatru. Po zarzuceniu zestawów robiliśmy kolację, była kiełbaska na gorąco i po kieliszeczku. Często zdarzało się nam, że ryby nie dawały spokojnie zjeść. Pamiętam jak dziś, pierwsze brania zaczynały się przeważnie o godzinie 21.30. Nigdy nie wracaliśmy do domu „o kiju”.

Pan Stanisław miał jeszcze jedną zaletę, podczas, kiedy ja „trenowałem oko”, on stał na straży. Chodził niezmordowanie od kija do kija, sprawdzając, czy przypadkiem już coś nie wzięło. Nigdy się nie położył, czasem tylko na chwilę przysiadł na stołeczku, aby zaraz od nowa zrobić obchód. Za to ja zawsze miałem możliwość wyciągnąć się na przygotowanym posłaniu. Z tym człowiekiem można było pozwolić sobie niemal na każdy żart. Niejednokrotnie, stojąc nad brzegiem, nagle odwracałem się w kierunku jego wędzisk i wołałem: „O!O!O!”, a Pan Stanisław od razu biegł sprawdzić. Ten numer można było z nim powtarzać kilka razy w ciągu jednej nocy, a zawsze odruchowo reagował w ten sam sposób.

Naszym wędkarskim łupem padały przeważnie nieduże sandacze, takie od 1 kilograma do 2.5. Nie były to żadne rewelacje, ale zawsze coś. Sporadycznie zdarzył się większy. Z brzegu nie mieliśmy zbyt wielkich nadziei. Zresztą ja i tak sporadycznie zabierałem jakąś rybę do domu.

Obecnie nie jeżdżę już na noce, bo właściwie nie ma, po co. Może kiedyś jak Sulejów będzie miał odpowiedniego gospodarza i populacja sandacza odrodzi się. Kto wie?

Z wędkarskim pozdrowieniem.
Jarosław Szczepaniak

Dyskusje i komentarze

Schowaj teksty   

Jarku - dobrze to napisałeś, przyjemnie jest przeczytać takie wspomnienia...

Początek

Bardzo dobry tekst.Mam tylko 18 lat , ale pamietam podobne zasiadki.Zazwyczaj na 1 maja wedkarze ze śląska przyjeżdrzali 2-3 dni wczesniej żeby mijsce sobie zająć.To były piękne czasy jak się widziało rzesze wędkarzy , nad brzegami było tak jasno, że można by było ksiązki czytać.Mam nadzieje że podobne chociaż czasy jeszcze nastaną i będe już teraz wśród tych wędkarzy
pozdro TIUR

Początek

Primum non nocere

Jarku, takie wspomnienia to skarb. Pięknie i ciepło napisane opowiadanie. Najlepszy hołd, jaki mogłeś złożyć koledze- wędkarzowi. Dziękuję za wzruszenie. Bo się wzruszyłam.

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Nazwiska Żbikowski i Żbikowska przewijają się często na naszych stronach i są ściśle związane z naszymi firmami. Najlepiej odwiedzić tę stronę: Żbikowski aby zrozumieć dlaczego.

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).