Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 4,5 Ilość ocen: 4

Dzięcioł

Na drzewie siedzi sobie mały wróbelek i miarowo uderza
w korę główką. Na gałęzi wyżej siedzą dwa dzięcioły.
Jeden widząc tą sytuację mówi do drugiego:
- Może jednak już mu powiemy, że jest adoptowany.

Dzięcioł
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,3/5 (4)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

litości !!!

Teraz to daliście ciała,

Ta reklama w tle to kiep,

Informatyk za ten bubel,

Winien dostać ostro w łep.

Zaćmę ma na oczach,

Odwalić taką tandetę,

Najlepiej niech sobie w domu,

Naklei taką tapetę.

Sekundy bym go nie trzymał,

Zanika w ten portal wiara,

Zróbcie coś z tym człowiekiem,

Kopniak to mała kara.

czapek

litości !!!
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,4/5 (7)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Na rurze.

z kolegami

Zaczęły się kłopoty.... .

Wielkie Łuki cz.12.
Po roku pracy na eksporcie pojawiły się kłopoty ze zdrowiem. Zaczęło się od niewinnego bólu dużego palca u nogi. Stał się z czasem na tyle dokuczliwy, że odwiedziłem naszego „bazowego” lekarza. Przepisał jakąś maść i tabletki. Gdyby nie pomogło, zalecił pokazać się ponownie. Nie pomogło. Gorzej, zaczęły dokuczać kostki obu nóg. Niestety, zachorować jest łatwiej, niż odzyskać zdrowie.
Kolejnym etapem kuracji było skierowanie do specjalisty w przychodni w mieście. Tam sympatyczna pani doktor wysłuchała, opukała i przepisała fizykoterapię. Dwa rodzaje zabiegów na przemian przez dwa tygodnie. Jeden zabieg był całkiem znośny. Natomiast drugi do teraz kojarzy mi się z elektrowstrząsami. Po podłączeniu elektrod długi czas nie było nic czuć. Za to w nieprzewidywalnym momencie pojawiały się impulsy na miarę porażenia prądem. Aż mnie prostowało. Prawdopodobnie aparat był taki.
W gabinecie fizykoterapii byłem jednym z wielu pacjentów. Chorych w różnym wieku i z różnymi dolegliwościami. Był porządek. Każdy pacjent miał ustaloną kolejkę do zabiegu. Przestrzegania kolejności pilnowała fachowa i miła obsługa. Nikt się po znajomości nie przepychał.
Moim stawom skokowym niestety nie polepszało się. Nie skrzypiały, nie bolały. Za to przy chodzeniu miałem uczucie, jakby za chwile miały się rozsypać.
Nie pomogło leczenie ambulatoryjne. Nie pomogła fizykoterapia. Lekarz zapytał – gdzie w szpitalu wole się leczyć? Na miejscu, czy w Polsce? Wybrałem leczenie w szpitalu w Wielkich Łukach.
Trafiłem na oddział wewnętrzny. Ordynatorem tego oddziału była sympatyczna, ale wymagająca lekarka. Jako obcokrajowiec dostałem pewne fory. Chciała dobrze. Później się okazało, że wyszło mi to bokiem. W drodze wyjątku pozwoliła mieć na sali chorych buty i kurtkę. Dla ewentualnego wyjścia po za teren szpitala.

Z kolegami. Jeszcze w pełni sił i zdrowia.
Pobyt w lecznicy zaczął się od różnorakich badań. Także od prześwietlenia. Innego od robionych do tej pory w kraju. Zobaczyłem na żywo na ekranie monitora swoje wnętrze. Co było w środku? Najbardziej rzucały się w oczy płuca. Czarne od smoły po wypalonych papierosach.
Zgłosiłem prowadzącej badanie pani doktor swoje obiekcje co do ubocznych skutków długotrwałego naświetlania promieniami Roentgena. Wyjaśniła, że aparat emituje bardzo małe nieszkodliwe dawki promieni. Dobra jakość obrazu jest efektem dużego wzmocnienia impulsów. Technika na wysokim poziomie.
Sale chorych były wieloosobowe. Mieszkańcy miasta i okolicznych wiosek . Wszyscy pacjenci chodzący. Z różnymi dolegliwościami. W większości kardiologicznymi i reumatologicznymi. Wspólna niedola zbliżyła nas do siebie. Moi towarzysze opowiadali o swojej pracy, rodzinach. O życiu na wsi w kołchozach. Mieli dużo pytań na temat stosunków panujących w Polsce. Także o stan wojenny, „Solidarność”? Wiele informacji z moich odpowiedzi ich bardzo dziwiło. Widać oficjalne komunikatory inaczej prezentowały wydarzenia w Polsce niż ja.
Pani ordynator na temat rozpoznania mojej choroby wypowiadała się dosyć oględnie. Zleciła na moje kostki okłady z parafiny. Terapia okazała się być bardzo skuteczna. Sam byłem zdziwiony postępami w stawianiu mnie na własne nogi.


Wypis ze szpitala.
Nowych znajomych ze szpitalnej sali odwiedzali krewni. Odwiedziny były ograniczone do określonych pór dnia. Nie było samowoli w dożywianiu chorych. Przynoszone produkty spożywcze musiały uzyskać akceptację pielęgniarki. Leżało to jak najbardziej w interesie hospitalizowanych. Alkohol był wykluczony. Można było sobie o nim tylko pogadać.
Mój „herbatnik” już wcześniej wyjechał do kraju. Nikt ze znajomych nie pofatygował się odwiedzić mnie w szpitalu. Wszyscy zajęci swoimi sprawami. Telefonów komórkowych , do chociażby pogadania sobie w ojczystym języku, jeszcze nie było. Przypominało mi się wtedy mądre powiedzenie docenta Habdasa:” pamiętajcie, że to Pan Bóg nadał przyjaciół!” Po dłuższej pauzie dodawał: „a diabli kolegów”.
Był listopad. Kolejna rocznica wybuchu Rewolucji Październikowej. U naszych sąsiadów zza wschodniej granicy najważniejsze święto. Rosjanie dwa razy w roku tłumnie uczestniczyli w pochodach. W robotnicze święto 1Maja i z okazji wybuchu Rewolucji. Polakom pracującym w Kraju Rad nie pozostawało nic innego, jak świętować razem z gospodarzami. Kto mógł i musiał, uczestniczył w obchodach.
W maju było ciepło. Przejście przez udekorowane miasto przy dźwiękach muzyki to frajda. Można było nawet kupić piwo z beczek ustawionych przy trasie przemarszu.
W listopadzie było ponuro i zimno. Udział w pochodzie w tych warunkach to bardziej przymus niż przyjemność. Jedyny pozytyw - to dzień wolny od pracy.
Tym razem byłem w szpitalu. Odwiedzający chorych tego świątecznego dnia, byli wyjątkowo skrupulatnie przefiltrowani przez siostrę oddziałową. Siostra była prawą ręką pani ordynator. Któryś z odwiedzających się żalił, że mu „coś” z przyniesionych produktów skonfiskowała. I dodał jakieś słowo. Nie znalazłem go w słowniku.
Nie mniej moi sąsiedzi nie wyobrażali sobie spędzenia tak ważnego dnia bez kropli alkoholu. Padło na mnie. Ubrałem buty i kurtkę. Poszedłem do sklepu osiedlowego, w którym wcześniej kupowałem owoce i napoje. Tym razem stanąłem w bardzo długiej kolejce do stoiska monopolowego. Zauważyła mnie przechodząca ulicą nasza ordynator. Jak pech, to pech.
Następnego dnia zostałem wypisany ze szpitala. Jak się ma miękkie serce, to trzeba mieć twardą dupę. Mój kontrakt jak raz też dobiegł końca.
Wróciłem do kraju.

Cz.12.
  • Obecnie 2,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 2,5/5 (2)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Dyskusje i komentarze

Schowaj teksty   
 
RSS 2.0
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Producent wszywek, metek, etykiet. Zobacz: Wszywki Firma "Wszywka" zaprasza!

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).