Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 4,5 Ilość ocen: 4

Dzięcioł

Na drzewie siedzi sobie mały wróbelek i miarowo uderza
w korę główką. Na gałęzi wyżej siedzą dwa dzięcioły.
Jeden widząc tą sytuację mówi do drugiego:
- Może jednak już mu powiemy, że jest adoptowany.

Dzięcioł
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,3/5 (4)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

litości !!!

Teraz to daliście ciała,

Ta reklama w tle to kiep,

Informatyk za ten bubel,

Winien dostać ostro w łep.

Zaćmę ma na oczach,

Odwalić taką tandetę,

Najlepiej niech sobie w domu,

Naklei taką tapetę.

Sekundy bym go nie trzymał,

Zanika w ten portal wiara,

Zróbcie coś z tym człowiekiem,

Kopniak to mała kara.

czapek

litości !!!
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,4/5 (7)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Na Rurze.

Połowa profitów...

Eugeniusz Friede
Wielkie Łuki cz.5.
Połowa profitów z pobytu na eksporcie to wynagrodzenie za pracę. Część wypłacano na miejscu w rublach, a resztę przelewem na konto dewizowe. Druga połowa to dochody z handlu. Największym wzięciem cieszyły się ciuchy. Wędrówki Rosjan po naszej bazie, zainteresowanych zakupem, zaczynały się po południu. Puk, puk do drzwi i pytanie: briuki majesz?, buty majesz?, dżinsy majesz?, itd. Na odpowiedź: zachadzi! zaczynało się oglądanie, sprawdzanie autentyczności wszywek, rozmiarów no i pytanie o cenę. Wśród przewijających się osób dużo było zwykłych oglądaczy. Trafiali się również hurtownicy. Gotowi kupić więcej, ale odpowiednio taniej. W każdym z pokoi był kącik z umywalką, zasłonięty kotarą. Spełniał, szczególnie dla kupujących pań, funkcję przymierzalni.
Było to nasze przetarcie się w handlu. Praktyka, która wiele lat później w Polsce okazała się jak znalazł.
Cenami sprzedawanych rzeczy rządziły rynkowe reguły popytu i podaży. Zdarzały się wyjątki. Młody człowiek zapytał mnie któregoś dnia o spodnie. Okazało się, że mam odpowiadający mu fason i rozmiar. Doszliśmy w rozmowie do ceny. Mój klient, trochę zmieszany powiada, ze ma walutę. Zrobiłem pytającą minę, więc dopowiedział, że ma 50 dolarów. Nigdy wcześniej nie widziałem banknotu o tak dużym nominale. Koledzy ostrzegali, ze wśród Rosjan „chodzą” fałszywki. Znalazłem się w dużej rozterce. Spodnie w Pewexie kosztowały 10 dolarów. Przebitka 5 razy, ale jak dostanę podrobioną „walutę”, to mogę ją dać dzieciom do zabawy. Zysku tyle co w pysku. Nie wiem jak mój gość odebrał moje wahanie, ale wybawił mnie z kłopotu. Dodał, że wie, że 50 dolarów to za mało. Ma jeszcze 25 rubli. Dolara można było kupić za 2,5 rubla. Szybka myśl – koszty zakupu na pewno się zwrócą. Zgodziłem się sprzedać spodnie za 50 dolarów i 25 rubli razem. Pięćdziesięciodolarówka okazała się jak najbardziej autentyczna. To była korzystna transakcja.
Ruble, zarówno te z wypłaty jak i ze sprzedaży przemytu, miały jakąś wartość tylko na miejscu. Żeby z nich był jakiś pożytek, trzeba je było wydać na towary poszukiwane w Polsce.
Sklepów różnych branż w Wielkich Łukach nie brakowało. W nich pozorna obfitość towarów. Ale i tak mięso, wędliny, warzywa i cytrusy z konieczności Rosjanie kupowali na rynku. Po cenach wyższych od urzędowych. Wśród handlujących na rynku najliczniejszą grupę stanowili Gruzini. Wyróżniali się spośród innych narodów Kraju Rad nie tylko zdolnościami kupieckimi. Także tym, że umieszczali pod tylną szybą swoich samochodów portret Stalina. Trochę na przekór władzy, trochę z fascynacji swoim rodakiem.
Poszukiwane przez nas artykuły przemysłowe i spożywcze pojawiały się w sklepach i znikały. Stąd nasze wędrówki po mieście. Do centrum można było się dostać autobusem komunikacji miejskiej. Przejazd kosztował 5 kopiejek. Wrzucało się do „kasownika” monetę i odrywało z dużej rolki jeden bilet. To nie był automat. Moneta była wrzucana jak do skarbonki, a pobranie biletu możliwe bez zapłacenia. Pamiętam swoje zdziwienie, i później rodaków jadących pierwszy raz w moim towarzystwie, jak zobaczyli to urządzenie do inkasowania należności. Po co płacić, jak można sobie wziąć bilet bez płacenia? Bogdan mi wyjaśnił. Popatrz, wszyscy jadący wraz z nami to kontrolerzy. Chcesz, żeby podszedł do nas któryś z pasażerów i grzecznie zapytał, czy przypadkiem nie zapomniałeś wrzucić monety? Obciach dla 5 kopiejek?
Od naszych wschodnich sąsiadów też się można było czegoś nauczyć – w tym przypadku uczciwości.
Drugi sposób dotarcia do miasta to przejazd naszym zakładowym środkiem lokomocji. Po południu co godzinę z bazy odjeżdżał osinobus. Dla przypomnienia – w miejscowości Osiny na podwoziu samochodu ciężarowego Star były montowane przeszklone naczepy z siedzeniami dla przewożonych osób. Komfort jazdy był niewielki. Ale lepiej źle jechać, niż dobrze iść. Osinobus przejeżdżał przez całe miasto, w tę i powrotem. Wygodnie wracało się z miasta - z większymi pakunkami.
Ostatnią okazją wydania rubli na coś użytecznego, przy wyjeździe do Polski na „rozłąkę”, było miasto Witebsk. Znajdowało się już na terenie Białorusi. Granice republik były rzeczą umowną, występowały tylko na mapie.
Żona zleciła mi zakup stanika. Przypomniałem sobie o jej zamówieniu dopiero w tym mieście. Zaszedłem do uniwermagu, odszukałem właściwe stoisko. Próbowałem jakoś dyskretnie wytłumaczyć sprzedawczyni, co potrzebuję. Ta, jak już załapała, drze się na cały sklep: Wam nużen biusthalter! Kupowanie damskiej bielizny przez mężczyzn musiało być rzadkością. Poczułem na sobie wzrok wszystkich obecnych w sklepie. Wielbłąd na moim miejscu byłby mniejszą sensacją. W potrzebnym rozmiarze był stanik w kolorze brudnego beżu. Wziąłem. Na szczęście już nigdy później nie miałem życzeń zakupu bielizny.
Na stacji Orsza dosiadaliśmy się do pociągu Moskwa – Berlin przez Warszawę. Była nas zawsze spora grupa i bagaży cała kupa. Podróżnych przywoził autobus, a bagaże ciężarowy Kamaz z przyczepą. Pociąg zatrzymywał się na stacji na 3 minuty. Na całe 180 sekund. Załoga pociągu starała się tak zatrzymać skład, żeby nasz wagon znalazł się obok bagaży. Byliśmy już przed wjazdem pociągu na stację zorganizowani. Wiadomo, kto będzie podawał pakunki, a kto odbierał. Przez otwarte okna i drzwi. Bez wnikania, moje czy nie moje. W akordowym tempie. Jeszcze tylko ekipa zdyszanych podających wsiadała do pociągu i odjazd. Niektórym odnalezienie swoich bagaży zajmowało czas aż do przyjazdu pociągu do Warszawy. Rekordzista, z którym kiedyś jechałem, miał 27 sztuk bagażu.
c.d.n.

Cz.5.
  • Obecnie 0 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 0/5 (0)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Dyskusje i komentarze

Schowaj teksty   
 
RSS 2.0
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Nasze studio DTP dysponuje nowoczesnym sprzętem i doświadczoną obsługą. Świadczymy Przygotowanie druku Zapewniamy profesjonalną i szybką obsługę.

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).