Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 4 Ilość ocen: 5

Prohibicja

Niedźwiedź wprowadził w lesie prohibicję. Poszedł na obchód lasu i spotyka pijanego zająca.
Złapał go za uszy i mówi: za pijaństwo kara śmierci, w lesie obowiązuje prohibicja!
Na to zając: wybacz mi, to ostatni raz, nie wiedziałem nic o nowym prawie!
Niedźwiedź: OK, ostatni raz ci daruję.
I puścił zająca. W następny dzień znów poszedł niedźwiedź na obchód. Wszystkie zwierzęta trzeźwe, nic się nie dzieje. Pójdę nad jezioro się wykąpać postanowił niedźwiedź. Przychodzi nad jeziorko, patrzy, a na pomoście pijany zając drze mordę na całego.
Złapał zająca za uszy i mówi: teraz to już po tobie! Kara śmierci za pijaństwo!
Na to zając: Ty sobie k... niedźwiedź wprowadzaj w lesie tą swoją prohibicję, a od nas ryb to się odp...l!!!!

Prohibicja
  • Obecnie 4 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4/5 (5)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

weź się i połap

.............

weź się
  • Obecnie 2 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 2/5 (1)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Na Rurze.

Na naszej bazie...

Eugeniusz Friede
Wielkie Łuki cz.8.
Po wyjeździe mojego „herbatnika” mieszkałem sam w pokoju. Ściany sąsiadujących pomieszczeń to były bardziej przepierzenia niż przegrody. Sprawdzało się powiedzenie, słyszą sąsiedzi, jak kto siedzi.
Mieszkający pokoik wcześniej preferowali po pracy spotkania z „pocieszycielką”. Sprawiała, że rozmowa u nich, na przeciąg jakiegoś czasu stawała się głośniejsza. Potem zapadała cisza. Moi sąsiedzi zza drugiej ściany, woleli damskie towarzystwo. Ich znajome lubiły sobie pośpiewać. Nawet miały dar do tego. Gorzej, jak napadła je melancholia. Wtedy na głosy zaciągały smętne rosyjskie dumki. Zawodzenie niosło się przez otwarte okno na całą okolicę. Jak wycie samotnych wilczyc do księżyca.
Jedna z nich szczególnie głośno przeżywała zbliżenia. Jej okrzyki miłosnej ekstazy mam w uszach do dzisiaj.
Spiknąłem się z kolegami mieszkającymi w pierwszym pokoju naszego „campu”(pierwszym od strony wejścia). Jeden był operatorem, a drugi elektrykiem. Spotykaliśmy się u mnie na niekończącym się „tysiącu”. Młodszemu zdrowie nie pozwalało pić. Musiały nam wystarczyć emocje z samej gry w karty. Chłopak zaparł się zarobić na eksporcie na kupno mieszkania „dewizowego” w Polsce. Za wszystkie uzorgowane rubelki nabywał w portowych miastach Rosji tanie dolary.
Spotkałem go krótko po powrocie do kraju. Pochwalił się, że już mieszkali z żoną „na swoim”.
Wtórny pożytek z naszego przesiadywania przy kartach był taki, że mój „butik” był zawsze otwarty. Z dobrym skutkiem dla upłynnienia „przemytu”. Z czasem, mniej dyspozycyjni znajomi, zaczęli przynosić swoje rzeczy do sprzedaży „komisowej”. „Bo ty majster masz dobrą rękę”. Dobrą rękę? Zasada stara jak świat. Interesu trzeba pilnować!
Do drzwi mojego pokoju któregoś popołudnia zapukało dwoje młodych ludzi. Od słowa do słowa wyłuszczyli powód odwiedzin. Planują ślub i chcieliby się na taką uroczystość ubrać zgodnie z kanonami mody. Mają od znajomych informację, że mogę im w tym pomóc. Chodziło o odpowiedni strój dla pana młodego. Miało to być jasnobrązowe ubranie z drobnego sztruksu i buty z okuciami z blachy mosiężnej.
Udało się zamówione rzeczy, we właściwym rozmiarze, kupić w Warszawie na Bazarze Różyckiego. Kilkanaście stoisk specjalizowało się w zaopatrzeniu w „chodliwe” towary wyjeżdżających na wschód. Koszulki z nadrukami, okulary przeciwsłoneczne z naklejkami „Italy” lub „France”, kurtki z napisami , spodnie dżinsowe i sztruksowe z naszywkami znanych marek, koszule w kroju sportowym, adidasy, tygodniowe zestawy bielizny damskiej - z nadrukiem w języku angielskim poszczególnych dni tygodnia - i hit dla nielicznych posiadaczy własnych samochodów – układ elektroniczny modulujący w aucie sygnał dźwiękowy .
A propos zestawów bielizny, to w tamtym czasie zasłyszałem następującą „szutkę”: Dla odmiany, spotkały się w niej panie; Francuzka, Polka i Rosjanka. I dalej że opowiadać sobie nawzajem o zasobności swojej garderoby. Francuzka powiada, że wystarczy jej pięć majtek. Soboty i niedziele ma wolne. W domu nie musi nosić bielizny. Polka na to, że niestety musi mieć sześć. Niedziele wolne, ale soboty nie wszystkie. Patrzą z kolei pytająco na Rosjankę, a ta mówi, że ma dwanaście. Po co ci dwanaście? Jak to po co? Dla zmiany; styczeń, luty, marzec,…… .
„Moja para” była niezmiernie zadowolona z realizacji ich zamówienia. Tak bardzo, że zaprosiła mnie na swoją „śwadźbę”. Nie byłbym sobą, gdybym nie skorzystał z okazji zobaczenia rosyjskiego wesela. Państwo młodzi i zaproszeni goście spotkali się w ustalonym terminie w Pałacu Ślubów. Ojciec panny młodej niezwykle emocjonalnie podchodził do zamążpójścia córki. Co tu ukrywać, jego zachowanie w sposób wyraźny stymulowały łyknięte wcześniej „promile”. Uspakajała go żona, córka i urzędniczka prowadząca ceremonię. Z miernym skutkiem.

Dla ilustracji opowieści inna para – Ania Uszyńska ze słonikiem szczęścia.
Ceremonia zaślubin, z kłopotami, ale dobiegła do końca. Gratulacje, kwiaty, lampka szampana. Młodzi wyruszyli w przejażdżkę po mieście i złożyć kwiaty pod pomnikami. Reszta gości udała się do domu rodzinnego panny młodej na weselne przyjęcie. Tam już czekał stół zastawiony różnymi przekąskami i napojami. Gospodarze zaprosili siadać i się częstować. Zapytałem sąsiada – co z młodymi? Odparł, że nie ma co na nich czekać, bo korzystając z okazji będą się wozić po mieście taksówką ze dwie godziny. Tak też i było.
Drużba co rusz wznosił toasty. Humory gościom się wyraźnie poprawiały. Pojawili się w końcu i „młodzi”. Zostali przywitani tradycyjnie; chlebem i solą oraz kieliszkiem wódki. Zajęli swoje miejsca za stołem. Toasty zaczęły się na nowo; za pomyślność młodej pary, za zdrowie rodziców, zdrowie gości, …… .
Któryś z biesiadników sięgnął po małą harmonię. Zagrał jakąś ludową melodię. Wśród obecnych nie było chęci do tańca. Za to wiele zapału do przyśpiewek. Harmonista solo śpiewał zwrotkę, a reszta chórem wykonywała refren. Po następujących po sobie utworach trzeba było oczywiście naoliwić struny głosowe.
Niezwykły aplauz wśród obecnych wywołała zapowiedź, że na kolację zostanie podana „gariaczyja kartoszka”. Duszone gotowane ziemniaki okraszone wędzonką. Jedyne ciepłe danie w czasie całej weselnej biesiady.
Po kolacji zaczęła się ceremonia „nadzielania”, czyli wręczania młodym prezentów. Na początek obdarowali ich jedni i drudzy rodzice. Po dłuższych przemowach, do koszyka postawionego przed nowożeńcami, włożyli po 25 rubli. W ślad za rodzicami pozostali goście. Także ofiarowywali młodym pieniądze. Kwoty: 1o, 15, 2o rubli. Każdy według swoich możliwości. Przyszła i na mnie kolej. Jako obcokrajowiec z „zachodu”, bo tak Rosjanom kojarzyła się Polska i Polacy, podwoiłem stawkę rodziców.
Po kolejnych kilku wezwaniach drużby: „tak dawajcie, tawariszci, wypijem za ……” goście byli totalnie zmęczeni. O dziesiątej wieczorem pożegnali się i rozeszli do domów.
Było po weselu.
c.d.n.

Wesele.
  • Obecnie 0 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 0/5 (0)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Dyskusje i komentarze

Schowaj teksty   
 
RSS 2.0
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Systemy CMS

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).