Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 5 Ilość ocen: 1

Kelner

Późnym wieczorem wraca do domu Kowalski na lekkim rauszu.
- Ty łachudro!
Zaczyna mu robić awanturę żona
– Czy ty wiesz, jak się nazywa facet co całymi dniami przesiaduje w knajpie?
- Oczywiście kochanie. Taki facet nazywa się kelner.

Kelner
  • Obecnie 5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (1)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Biedne

O biedne rzesze rybie,
łowione w techniki trybie.

Biedne
  • Obecnie 2,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 2,5/5 (16)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Hyde Park/Poetycznie/Wielkie Łuki cz.4. 

Na Rurze.

węgorze

Zgadałem się któregoś dnia ze znajomym ... .

Wielkie Łuki cz.4.
Zgadałem się któregoś dnia ze znajomym o wędkowaniu. Zaproponował mi udział w nocnej wyprawie na węgorza. Uprzedził lojalnie, że jest to wyjazd poza dopuszczoną strefę naszego poruszania się i każdy jedzie na własne ryzyko. Co mi tam. Zaprzepaścić taką okazję? Kilkanaście kilometrów jazdy autobusem i już byliśmy nad jeziorem. Ekipa łowców była doskonale zorganizowana i wyposażona. Nad wodą łódka. Wiosła od niej na przechowaniu u znajomej „babuszki”. Tradycyjnym miejscem biwaku była wyspa znajdująca się na tym akwenie. Przetransportowanie kilku osób i ekwipunku odbyło się bodajże dwoma kursami. Na miejscu podział na grupy i przydział zadań. Jedni do rozstawienia namiotu ze zdobycznej plandeki, inni do przygotowania zapasu opału do ogniska na całą noc. Kolejne osoby do złapania przynęty.
Sklepy sportowe w „naszym” mieście były dobrze zaopatrzone w sprzęt wędkarski. Jednak wiele oferowanych artykułów było topornie wykonanych. Klepanych jak gdyby ze sztancy na ilość, a nie na jakość. W obfitości podaży zawsze można było coś tam wybrać.
Spotykałem Rosjan wędkujących na stawkach znajdujących się w Wielkich Łukach. Łowili najczęściej karasie. Ryby były następnie rozwieszane w oknie domu i suszone w cieple promieni słonecznych. Nie zdarzyło mi się nigdy skosztować suszonej ryby. Słyszałem opinię, że była to smaczna przekąska do piwa?
Nasze jezioro było zarośnięte zielskiem. Tylko gdzie nie gdzie otwarte lustro wody. Na powierzchni spławiały się jakieś małe ryby. O zmierzchu nasz „główny łowca’” w towarzystwie wioślarza wypłynęli rozstawić przynęty według tylko im znanego klucza. Nie za blisko brzegu, nie za daleko na jezioro. W linii, gdzie najczęściej żerują węgorze.
Zjedliśmy kolację z zabranych ze sobą zapasów. Do tego ciepła kiełbaska upieczona nad ogniem. Jak zazwyczaj na biwakach, nocne rodaków rozmowy. Wypadało się jednak w końcu zdrzemnąć. Noc zrobiła się chłodna. Improwizowany namiot nie miał tylnej ściany. Z przodu grzało ciepło ogniska. Z tyłu doskwierało zimno.
Wczesnym rankiem zespół „ustawiaczy” popłynął sprawdzić efekty swojej wieczornej pracy. Na kilkunastu hakach były węgorze. Większość przynęt była nietknięta.
Na naszej bazie była również wędzarnia. Prowizoryczna, zrobiona z beczki po odcięciu dna. Doskonale spełniała swoją funkcję. Z podziału złowionych ryb dostałem jednego, już uwędzonego węgorza. Pachnącego dymem, ciepłego, soczystego. Palce lizać!
Przed planowanym wyjazdem na „rozłąkę” do kraju pokusiło powtórnie odwiedzić to łowisko. Wybraliśmy się tym razem we dwójkę. Reszta pierwotnej ekipy była w rozjazdach i na dyżurach. Zakres prac związanych ze zorganizowaniem pobytu na wodą taki sam jak poprzednio. Nas tylko dwóch. Napracowaliśmy się setnie przy zagospodarowaniu obozowiska. Trzeba było także rozstawić przynęty. W zupełnym mroku spływaliśmy z jeziora.
Całe szczęście, że obozowaliśmy na wyspie. Gęste ciemności wokół naszego skromnego dwuosobowego biwaku powodowały, że czuliśmy się trochę nieswojo. Wszelkie odgłosy nocą nad wodą są dużo bardziej słyszalne. Sen w tych warunkach był bardziej czujną drzemką, niż odpoczynkiem.

Zapadający zmrok nad jeziorem. Fot. Zbigniew Bucki.
Ranek był tak wilgotny od rosy, że drewno dołożone do ogniska bardziej dymiło niż grzało. Wyruszyliśmy łódką na wodę. Patrzymy, a pływaków od naszych przynęt nie ma. Co za licho? Jednak były. Przesunięte po kilkanaście metrów w kierunku do brzegu lub na jezioro. Pływaliśmy zygzakiem wyjmując kolejne węgorze. Mniejsze bliżej brzegu, większe na głębszej wodzie. Razem 99 sztuk.
Zapakowaliśmy się do drogi powrotnej. Nasza łódka w drodze do brzegu jak gdyby oporniej posuwała się do przodu. Zauważyliśmy na wodzie jeszcze jeden pływak. Na haku była sporych rozmiarów ryba. Postanowiliśmy podarować ją opiekunce naszych wioseł. Niech również skosztuje czegoś smacznego. Pokazujemy jej włożonego do wybieraka wody węgorza i mówimy: Eta ryba dla was. Babuszka patrzy do naczynia i z pytaniem do nas: Cztoż eto za ryba? My na to: Eto ugorc. Gospodyni w odpowiedzi: Nie znaju. Toż eto gad, a nie ryba!
Ta pani mieszkała kilkadziesiąt lat nad jeziorem w swojej drewnianej chatce. Nie wiedziała, że węgorz to ryba. Być może nie pamiętała Lenina. Za to instalacja elektryczna w jej domu bez żadnej wątpliwości pochodziła z czasów zarządzonej przez niego powszechnej elektryfikacji kraju. Jednożyłowe przewody prowadzone każdy oddzielnie zawijane na porcelanowe uchwyty.
Rybostan tego jeziora, na który składały się węgorze i trochę małej białej ryby, nie miał zachowanej równowagi ichtiologicznej. Odławiając, co prawda w sposób bardziej rybacki niż wędkarski, trochę konsumpcyjnych rarytasów, w jakimś stopniu przywracaliśmy warunki do bytowania w nim różnych gatunków ryb.
Następnych kilka dni upłynęło przy degustacji w gronie znajomych złowionych węgorzy. Przyrządzonych na różne sposoby; wędzonych, smażonych, gotowanych. Zakąska na głowie gospodarza. Goście zadbali o to, żeby ryba miała w czym pływać.
Kilka słoików tego przysmaku w sosie własnym przyjechało ze mną do Polski. Wzbogaciły menu na przyjęciu z okazji chrztu naszej pociechy.
c.d.n.

Wielkie Łuki cz.4.
  • Obecnie 4 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4/5 (2)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Dyskusje i komentarze

Schowaj teksty   
 
RSS 2.0
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Prawdopodobnie największy w Polsce i w Europie społecznościowy serwis wędkarski: Fishing . Wędkarstwo to hobby tysięcy ludzi, zapraszamy! Oczywiście realizacja oparta o eZ publish

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).