Left menu

Filters

Humour»

Rating: 3,5 Reviews count: 23

Wacek

To był zimny listopadowy poranek.
Wacek z chęcią by poszedł już do domu. Ręce mu zgrabiały i ogólnie było mu już zimno. Nieduża renta skończyła się już jakieś cztery dni temu o czym przypominało mu doskwierające ssanie w żołądku. Zimny wiatr zmarszczył wodę niedaleko nieruchomego spławika wędki...
- Chyba dzisiaj już raczej nic nie złapię - pomyślał Wacek i już miał zwijać tak zwany mandźur, gdy spławik zniknął pod wodą. Wacek zaciął i już po chwili miał na haczyku sporych rozmiarów złotą rybkę...
- Ozdobna jakaś... - pomyślał Wacek gdy rybka odezwała się ludzkim głosem:
- Wacku! Wacku!!! Wypuść mnie, a spełnię twoje trzy życzenia!
Wieczorem po pewnej kawalerce rozszedł się apetyczny zapach... Wacek z lubością wciągnął go w płuca. Zadziwiające jak mu się ten węch wyostrzył odkąd ogłuchł 10 lat temu.

Wacek
  • Currently 3,5 out of 5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,6/5 (23 votes cast)

Thank you for rating!

You have already rated this page, you can only rate it once!

Your rating has been changed, thanks for rating!

Search

Advertising

Coroczny dzień debiutu

Rating: 0 
Rating count: 0 
 View count: 3906 
Comments count: 0 
ID: 47013 
Node: 28223 

Na ten dzień corocznego debiutu czekałem bardzo długo. Długimi zimowymi wieczorami przenosiłem się w marzeniach nad Odrę w okolicach Cigacic. Walczyłem w myślach z ogromnymi boleniami, sumami i szczupakami. Jednak do tego pierwszego dnia w sezonie było jeszcze baaardzo długo. Miałem zatem czas, aby przygotować się do niego całkiem przyzwoicie. Dobry miesiąc wcześniej uzupełniłem braki w pudełku z przynętami, postarałem się też o nowy plecak i pokrowiec na wędki. Pozostało mi tylko czekać. Czekać na ten pierwszy dzień. Dzień, spotkania z Nią – moją ukochaną Odrą oraz z Nimi – odrzańskimi drapieżnikami...

Moja rybka

Wreszcie ten dzień nastąpił. Nad wodą byłem około 10:00. Słońce coraz to mocniej przygrzewało, wiatr lekko dmuchał z zachodu po czym ucichł zupełnie...

Zacząłem wpatrywać się w wodę, za która tak bardzo tęskniłem. Odra zawsze była piękna. Ale tego dnia, wydawała mi się być piękniejsza niż zawsze. Leniwie płynęła swoim korytem. Lustro rzeki nie było niczym mącone. Słychać było jedynie szum przelewającej się przez główki wody oraz śpiewy ptaków, które czując nadchodząca wiosnę, urządzały koncerty, jak sobie pomyślałem – specjalnie dla mnie.

Zacząłem rozglądać się za jakimikolwiek oznakami żerujących drapieżników. Niestety, nie było mi dane zobaczyć widowiskowego ataku boleni na żerujące przy powierzchni uklejki.

Postanowiłem zacząć łowić w miejscach, które bardzo dobrze znałem. Miałem do nich około 40 minut marszu więc nie czekając na nic wdrapałem się na wał przeciwpowodziowy i skierowałem się na moje miejscówki. Przechodząc koło wiejskiej zagrody spojrzałem się na jej podwórko. W moim kierunku biegły dwa psy – bernardyn i owczarek niemiecki. W jednej sekundzie moje plecy zrobiły się mokre od potu. Serce zaczęło mi walić tak głośno jak skrzynia basowa.

Nie odrywając wzroku od zbliżających się psów zacząłem iść do tyłu. Psy wbiegły na wał, stanęły na moment i zaczęły mi się przyglądać. Moje nogi zrobiły się miękkie jak wata gdy ponownie zaczęły zbliżać się do mnie. Zwisająca bernardynowi z pyska ślina zrobiła swoje. Rzuciłem sprzęt na ziemię i zacząłem biec w kierunku jedynego na odcinku kilkuset metrów drzewa. Psy były coraz bliżej. Ze strachu czułem ich oddech na moich plecach. Nagle zza kępy trawy wyskoczył czarny kot i z głośnym miauczeniem przebiegł mi drogę.

Widocznie widok kota bardziej zadziałał na rządne krwi psy, bo zamiast za mną pobiegły za kotem. Byłem uratowany !!! Od tego czasu nie wierzę w pecha, który przynoszą koty przebiegające komuś drogę.

Szybko wróciłem się po sprzęt i truchtem pobiegłem w stronę rzeki. Do moich miejscówek dotarłem wyjątkowo szybko, mimo wielkiego plecaka i ciężkiego pokrowca. Stałem jeszcze przez chwilkę, dochodząc do siebie, po czym zsunąłem się po skarpie na pierwsza główkę. Stan wody był dość wysoki, wszystkie główki były pozalewane. Na szczęście miałem na nogach wodery.

Na pierwszy ogień poszedł niewielki wobler. Wpuściłem go w warkocz główki. Jednak ten, i kolejne rzuty, nie dały żadnego rezultatu. Przynętę zmieniłem na małego rippera, na który w poprzednim sezonie skusiło się kilka ładnych okoni. Zmieniłem też miejsce połowów. Zacząłem obławiać zatopione trawy, w których widać było żerującą drobnicę, która ciesząc się z wiosny, raz po raz wyskakiwała nad lustro wody. Zacząłem kombinować z przynętami wierząc w to, że wreszcie trafie w odpowiednią. Jednakże ani zmiana miejsca, ani przynęty nie dały żadnego efektu. Mijały kolejne chwile, a ja nie miałem jeszcze żadnego kontaktu z rybą. Obławiałem płycizny, warkocze. Nic. Pustka.

Zmęczony kilkugodzinnym łowieniem usiadłem na kamieniu i zacząłem jeść przygotowane wcześniej kanapeczki. Wpatrywałem się raz w niebo, gdzie widziałem nadlatujące klucze dzikich gęsi, a raz w drugi brzeg, gdzie pływały łabędzie. Nagle tuż za moimi plecami rozległ się głośny szelest trawy i pisk.

Odwróciłem się szybko, jednak nic nie zauważyłem. Byłem skory uwierzyć w to, że się przesłyszałem, gdy nagle szelest się powtórzył. Odwróciłem się raz jeszcze i w bezruchu zacząłem wpatrywać się w zarośla. Po chwili wyskoczyły z nich dwie małe łasice. Nieświadome mojej obecności zaczęły turlać się na zeszłorocznej trawie wydając przy tym głośne piski. Cieszyły się pewnie nie mniej z nadchodzącej wiosny, niż ja. Skacząc jedna przez drugą zniknęły w korzeniach powalonego drzewa.

Ja wróciłem do zjadania kanapek, po czym ponownie zacząłem łowić. Mijały kolejne chwile, a ja nie miałem żadnego kontaktu z rybą. W momencie, gdy składałem się do kolejnego rzutu w moich spodniach rozległ się dzwonek telefonu. Cholera!! Nawet na rybach nie dają mi spokoju – warknąłem przez zęby.

Gdy wreszcie udało mi się wygrzebać telefon z twisterów i ripperów odebrałem. Słucham? - Kochanie, jak tam rybki? Mam nadzieję, że coś złowisz na kolację. Bo jak nie, to przez kolejny tydzień nie będzie... hi hi hi ... wiesz dobrze czego... Na szczęście w tym momencie rozładowała mi się bateria.

Nie wiem co bym zrobił z komórką, gdyby moja dziewczyna przekazała mi jeszcze kilka swoich „nadziei”. Ehh... te baby zawsze potrafią człowiekowi humor zepsuć. Ale co tam – pomyślałem – przecież ja na rybach jestem a dla chwil spędzonych z wędka nad wodą zrobiłbym wszystko. Prawie wszystko.

Jednak telefon od dziewczyny musiał mnie zdrowo wkurzyć, bo nie miałem już ochoty na dalsze spiningowanie. Zwinąłem sprzęt i skierowałem się w kierunku przystanku autobusowego, tym razem z daleka omijając zagrodę z psami-mordercami. Po drodze obmyślałem plan kolejnej wyprawy nad Odrę mając nadzieję, że kolejny wypad będzie obfitował w drapieżniki...

PS. Kilka zdjęć moich ryb, można zobaczyć klikająć TU

DEBIUT

Reviews and comments

Standard view   
   
 
RSS 2.0
PDF
E-mail to administrator Printerfriendly version Help Bugs Guest Book
Reklamy Krokus: Producent wszywek, metek, etykiet. Zobacz: Wszywki odzieżowe Firma "Wszywka" zaprasza!

Rybie Oko ma charakter otwarty, każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze i zarządzaniu. Każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może to być np. konkretny istniejący już dział (np. Humor, Wody, Linki, itp.) lub też całkiem nowy. Jeśi chcesz zostać współtwórcą RO wypełnij ten Feedback form i napisz w nim czym chcesz się zająć i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje czy zasługujesz na taką rolę.